Dzikusy

Tytuł przewrotny, odnoszący się zgodnie ze skrajnie prawicową ideologią do emigrantów, niezależnie od tego, czy swoją nową ojczyznę wybrali pięćdziesiąt, czy dwa lata temu. Oczywiście  mówimy tutaj o emigrantach o innym kolorze skóry, w przypadku książki Sabri Loutaha, są to Kabylowie, naród berberyjski, mieszkańcy północno-wschodniej Algierii, Arabowie wyznający islam sunnicki. We Francji znajduje się duża diaspora Kabylów i wokół takiej rodziny autor zbudował swoją czterotomową sagę.

553c67aa4401db-dzikusy-tom-1

Ale czy to jest rzeczywiście saga rodzinna? Pierwszy tom, który jeśli Was wciągnie, przeczytacie w jedno deszczowe przedpołudnie, a jeżeli ostatnie strony wypadną po obiedzie, to finał książki zaskoczy Was na tyle, że z popołudniowej drzemki nici. I nie dlatego, że książka jest wstrząsająca, że myśli się o niej w bezsenne noce, że jest odpowiednikiem „Biesów” Dostojewskiego, czy nie daj boże książek Zoli, jak reklamują książkę wydawcy. Kiedy już uda się przeniknąć niuanse i powiązania rodzinne bohaterów, w czym pomaga nam schemat rozrysowany zaraz na wstępie, kiedy zaczynamy kogoś lubić, a innego nie znosić, kiedy Karim wydaje się już oswojony w swoim miotaniu się i paleniu zioła, wówczas autor robi zwrot i wrzuca nas w kompletnie inny chaos.

Taka rewolta na sam koniec pozwala poczuć do tej książki coś więcej poza banalnymi zainteresowaniami zwyczajami kabylskimi, czy też sytuacją polityczną Francji, która tak naprawdę mało nas obchodzi. Już Huellebecq przedstawił w „Uległości” arabskiego kandydata na prezydenta, a w przypadku „Dzikusów” jesteśmy w przededniu wyborów, które ma szanse wygrać Szawisz, stając się pierwszym, którego pochodzenie wyzwala furię w narodowcach.

Zaczynamy od wesela, zresztą taki jest podtytuł pierwszego tomu cyklu: „Francuskie wesele.” Początki mogą być trudne, nie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi, dyskusje polityczne mieszają się tu z obyczajowymi, wchodzimy w świat Kabylów wraz z ich babkami i dziadkami, żyjącymi jeszcze w tradycji rodzinnych stron, lecz młode pokolenie jest już gdzie indziej, w świecie seksu, narkotyków i Facebooka. Louatah pokazał zagubienie i asymilację, ten graniczny czas, kiedy przodkowie odchodzą a młodzi stają przed wyborami. Mamy polubić Karima, bo to wokół jego osi krążymy, a jego myśli i czyny wyznaczają rytm książki, aż do finału, który zapewne wprowadza nas w drugą część.

Jeśli sądzicie, że mamy tutaj konflikt pomiędzy emigrancką społecznością Kabylów, a rodowitymi Francuzami, to popełniacie kolejny błąd w interpretacji tej książki jeszcze przed jej przeczytaniem – jesteśmy świadkami ślubu dwóch arabskich narodów, wzajemnie się nie znoszących, i wrogich. Dwie rodziny patrzące na siebie wilkiem, do tego pan młody okazuje się gejem szantażowanym przez kochanka, wesele przemienia się w jakiś chocholi taniec wypadków, do których musiało dojść, jeśli rodziny wzajemnie się nienawidzą.

„Francuskie wesele” to jedynie zapowiedź, wprowadzenie, przynęta, która ma nas uwieźć. Jednych wciągnie egzotyka kabylska a innych polityczny kontekst, jedni polubią kobiety a innych zafascynuje młody Karim, którego wędrówka jest miotaniem się pośród możliwości zaprzepaszczenia młodego życia. Karim ma szereg cech, które jakoś go wyróżniają, między innymi absolutny słuch, pozwalający mu słyszeć więcej i intensywniej, co pomaga czasem w podsłuchiwaniu, ale mogłoby przełożyć się w konkretną wartość, gdyby była siła, zdolna pokierować chłopakiem. Tymczasem trafia on w kręgi, które z łatwością wykorzystają go do swoich celów.

Wbrew pierwszemu wrażeniu czekam na ciąg dalszy „Dzikusów” – drugi tom ma ukazać się w październiku. W drugiej części prawdopodobnie zmieni się wiele, ale ufam przebiegłości Loutaha i sprawności tłumaczki (tej samej, która przekłada Houellebcqa). Narodowościowy tygiel  jakim jest francuskie społeczeństwo jednych fascynuje, a innych odstrasza. Książka pokazuje antagonizmy, ale z drugiej strony jest coś w tym folklorze, w różnorodności, w tej mieszance wybuchowej, co przyciągnie polskiego czytelnika, o ile nie zamknie się w swoim szowinistycznym sosie wszystkowiedzącego mądrali.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.