Lem. Życie nie z tej ziemi.

W moim rankingu ulubionych pisarzy, Stanisław Lem zajmuje wyjątkową pozycję, co wcale nie oznacza, że przeczytałem wszystkie jego książki, albo, co ważniejsze, że wszystkie one mi się bardzo podobały. Lem pojawił się w moim życiu przypadkowo i nie pod postacią książki papierowej, ale czytanej, na antenie popularnego kiedyś Lata z Radiem, powieści Niezwyciężony. Niesamowitość tej prozy, futurystyczna wizja pisarza, przedstawiająca zmagania człowieka z czymś niepojętym, ta fachowość i wizja kosmosu, przyszłości, spójna i psychologicznie doskonała, wywarła na nastoletnim czytelniku oszałamiające wrażenie. Potem prawdopodobnie był „Eden” i wizyty w powiatowej bibliotece, w poszukiwaniu czegoś podobnego.

Pamiętajmy o jakich czasach piszemy – koniec lat siedemdziesiątych, to szczególny czas, czas zmian także moich literackich upodobań, ale wchodząc w kolejną dekadę wiedziałem, że Lema będę kupował, zwłaszcza, że Wydawnictwo Literackie rozpoczęło edycję „Dzieł” Lema, wydając w 1982 roku „Szpital Przemienienia”, a kończąc na „Fantastyce i futurologii”. Wydawnictwu zajęło to prawie całe dziesięciolecie, ale dziś ta kolekcja, w kolorowych, twardych oprawach, stoi u mnie na najlepszej półce.

Studio_20170805_135319_resized

Wojciech Orliński zmierzył się z Lemem nie po raz pierwszy – dekadę temu wydał alfabetyczny spis haseł dotyczący twórczości i życia pisarza pod prowokującym tytułem „Co to są sepulki”. Tym razem otrzymujemy fascynująca biografię naszego najbardziej popularnego za granicą pisarza, biografię, która szczególnie intensywnie wprowadza nas w najmniej znane dzieciństwo i młodość Lema,  odkrywając tajemnice, przed którymi sam Lem bronił się przez całe życie.

lem__3

„Lem. Życie nie z tej ziemi” można rozbić na dwie części, z których ta pierwsza robi znacznie większe wrażenie. Znamy te losy lwowskie pisarza, zarówno z „Wysokiego Zamku”, a także z wywiadu rzeki Beresia, czyli z „Tako rzecze … Lem”, ale Orliński odkrywa nam w literackim śledztwie, historie traumatycznych zmagań rodziny oraz samego pisarza w czasach burzliwych i wojennych, kiedy to miasto „zaliczyło” trzy okupacje. Z licznej rodziny Lema przeżyli tylko jego rodzice oraz Marian Hemar. Pochodzenie żydowskie Lemów pisarz starał się ukrywać przez całe późniejsze życie, a w rozmowach z Beresiem zwodził czytelników dygresjami, nie odpowiadając wprost na pytania dotyczące eksterminacji.

A przecież to co przeżył, kiedy zapędzono go wraz z innymi do sprzątania trupów po radzieckich morderstwach w więzieniach NKWD, po wkroczeniu do Lwowa Niemców, zaważyło także na jego pisarstwie. Żydzi, zwabiani pod pretekstem uprzątania trupów, byli również bestialsko mordowani, ale jakimś cudem, w ostatniej chwili, Niemcy wstrzymali pogrom i to uratowało Lema. Wojenne losy pisarza zrobią wrażenie na każdym czytelniku, a podane są wyjątkowo skrupulatnie przez wnikliwego Orlińskiego. Zmiany mieszkań, ucieczki, wyrabianie fałszywych papierów, praca spawacza – wszystko to tak mocno utkwiło w życiorysie Lema, że bez wątpienia musimy zgodzić się z Orlińskim, kiedy przytacza fragmenty różnych książek Lema, gdzie istnieje bezpośrednie lub w sposób zawoalowany, nawiązanie do tragicznych chwil okupacyjnych.

Lekko rozczarowująca, jak zresztą życie w realnym socjalizmie, jest ta część biografii powojennej pisarza, opowiadająca z jednej strony o przyżyciowych kłopotach Lema z samochodami, do których miał wyjątkowego pecha, albo z domem, wyjątkowo niefortunnie wybranym, a z drugiej strony przedstawiająca dylematy pisarza, nie do końca zadowolonego z własnej twórczości. Kiedy czytamy w Prologu o dniu codziennym Lema, widzimy jakim był niekonwencjonalnym człowiekiem, budzącym się o czwartej nad ranem, rozpalającym w wielkim piecu, skrycie podjadającym marcepanowe batoniki, a potem siadającym do maszyny do pisania, do stukotu której wszyscy domownicy musieli się przyzwyczaić.

Orliński przedziera się przez twórczość autora „Dzienników gwiazdowych” próbując przetransponować wojenne przeżycia Lema na karty jego książek, co niewątpliwe mu się udaje, a jednak mamy wrażenie, że te fragmenty są mniej interesujące dla czytelnika, spragnionego jednak tego życia zwykłego, tej codzienności przenilkiwego wizjonera, człowieka obdarzonego wybitną inteligencją, nieco mniejszym talentem literackim ale potrafiącego połączyć swoją kompulsywną pasję czytelniczą z pracą literata.

Czy Orliński zmienił w jakiś sposób moje postrzeganie Lema? Na pewno rozszyfrowanie wojennych losów pisarza, pozwala zastanowić się nad niektórymi wątkami jego twórczości, ale ten rys osobowości, ten schemat, w którym miałem go przez lata w trzewiach, ta postać obecna w moim życiu przez lata, człowieka o ogromnym poczuciu humoru, autora kilku ważnych książek, które mógłbym zabrać na bezludną wyspę, albo do których na pewno będę wracał, pozostał niezmienny. Lem ma w sobie coś pociągającego, jakąś tajemnicę wyzierającą z kart jego powieści, ma taki rodzaj wyobraźni, który pozwalał mi zmierzyć się nie tylko z futurystyczną wizją świata, ale również wciąga w metafizyczną sferę myślenia o kosmosie. Gdyby Lem i Tarkowski mieli możliwość wspólnie pracować nad adaptacją filmową powieści „Solaris”, otrzymalibyśmy coś na kształt najlepszych fragmentów „Stalkera”. Nie udało się tak, samo jak film Tarkowskiego, o którym Lem powiedział, że przypomina bardziej „Zbrodnię i karę”, niż jego książkę.

Lem był ogromnie popularny w ZSRR, lubił tam jeździć, w jakimś sensie ułatwiało mu to potyczki z cenzurą w Polsce, a uwielbienie radzieckich naukowców i czytelników, przybierało kolosalne rozmiary. Gdyby Lem żył dzisiaj i pisał, jego pozycja wizjonera, potrafiącego przewidzieć między innymi Internet, wrzuciła by go na manowce współczesnej futurologii, gdy tymczasem jego wizje, również socjologiczne sprawdzają się niepokojąco. Przewidując hejt internetowy, sam stałby się jego ofiarą, co na szczęście nie będzie miało miejsca.

Czy ta biografia mogłaby być lepsza? Z pewnością wyrzucenie fragmentów nawiązujących do twórczości pisarza i skupiających się na codzienności, uczyniłoby z niej  pozycję bardziej popularną, ale z drugiej strony Orliński musiał się zmierzyć z tym wszystkim, co zawsze pozostaje domysłem, jeśli analizujemy jakąkolwiek twórczość. Bo jeśli coś jest niejednoznaczne, to wówczas zyskuje w oczach tych wszystkich, którzy szukają w opowieści o swoim idolu, miejsc niedefiniowalnych, tego wszystkiego, o czym wie tylko sam bohater, a to o czym piszą biografowie, może niekiedy wywołać śmiech znad grobu. W tym przypadku byłby to śmiech pełen podziwu.

Dziękuję Wydawnictwu Czarne za możliwość przeczytania tej biografii przed premierą.

logo-cd1f9656b3c26a765b2c4e1115b9aa10fc94df9af32dc92c583146acb7bae452 (1)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.