„Chciwość” Marty Guzowskiej

Najważniejsze jest ogólne wrażenie. I to, czy dam się wciągnąć od początku w akcję książki w taki sposób, żeby do niej z przyjemnością wracać; albo żeby dowiedzieć się kto zabił. W przypadku najnowszej książki Marty Guzowskiej, nie zostałem zauroczony, ale też nie odrzuciłem jej ze wstrętem, z pewną przyjemnością doczytałem do końca, i z miejsca domyśliłem się kto jest szubrawcem – w tego typu kryminałach autorzy nie silą się na oryginalność, albo wydaje im się, że przypadkowy czytelnik da się nabrać na numer z najlepszym przyjacielem, ale już wytrawny czytelnik Christi, Nesbo czy Lemaitre, wyczuje ten smród zwodniczej sztuczki, żeby zaskoczyć i zadziwić. Marta Guzowska jeszcze nie jest mistrzynią, prawdopodobnie nigdy nią nie zostanie, bo z tym talentem urodzić się trzeba. Co nie znaczy, że Guzowska nie usadowi się na rynku wydawniczym dosyć solidnie – to rzemieślnik literatury masowej, wypełniacz nudnych podróży dla średnio zaawansowanych, towarzysz plażowych parawanowiczów, którzy aspirują do miana czytelników i chcą obnosić się z książką, bo to wygląda snobistycznie. Książka spodoba się licznym blogerkom książkowym, które napiszą, że oderwać się od tej „literatury” nie potrafiły. I że to najlepsza książka, jaką w tym roku przeczytały (trudno się dziwić obserwując co czytają).

Studio_20160905_185754_resized

Wracając do ogólnego wrażenia, to jestem przyjemnie zaskoczony. Książka mi się podobała i nosiłem ją w tą i z powrotem przez kilka dni, a kiedy doczytałem do przewidywalnego końca – chyba nie sądziliście, że główna bohaterka zginie – pomyślałem, że następną opowieść o Simonie wrzucę sobie na eBooka. Czekam też na przecenione egzemplarze przedostatniej książki autorki „Wszyscy ludzie przez cały czas”, ponieważ tego typu literatura ma w sobie coś wciągającego i choć mankamentów jest tam tyle, że chciałoby się je dosadnie wypunktować, to jednak tłumaczę sobie, że nie chodzi o to, żeby było prawdopodobnie – chodzi o to, żeby się wciągnąć w opowiadaną historię.

Simona Brenner jest archeologiem i złodziejem, i choć nie wiemy co do tej pory ukradła, to podobno jest najlepsza na świecie. Nie wiemy też jakiej jest narodowości, a to z pewnością dodałoby kolorytu tej postaci i podbudowało naszą narodową dumę, gdyby okazała się mieć polskie korzenie. Potrafi błyskawicznie otwierać spinką do włosów wszystkie zamki, wydostawać się z zamkniętych pomieszczeń, nawet jeśli jest to muzeum Puszkina. Kradzież słynnego diademu Heleny ze skarbu Schliemanna przychodzi jej tak samo łatwo jak odnalezienie w zatęchłej piwniczce pozostałych skarbów z pałacu Priama. Te ciągi nieprawdopodobnych przypadków towarzyszą nam co krok – trudno uwierzyć, żeby tajemniczy mocodawca nie potrafił sobie poradzić bez jej usług – być może tylko ona potrafi w ostatniej chwili zdobyć informację o zbiorach zalegających zapomnianą piwnicę z winem i tylko w jej obecności można otwierać tajemnicze skrzynie ze skorupami.

Simona jest wkurzająca, pyskata, niecierpliwa, zadufana w sobie – podobno jest najlepsza, ale nie wiadomo dlaczego. Autorka stara się wykorzystać swoją archeologiczną wiedzę, ale czyni to za bardzo akademicko, wtłacza nam wiedzę niby przy okazji, zbyt encyklopedycznie, co z pewnością przyda się laikom w poszerzeniu swojej wiedzy  np. o Troi, ale brzmi sztucznie w opowiadaniu.

Chciałby się punktować niedociągnięcia w nieskończoność, wytknąć szczeliny w fabule, rozłażący się koniec, wkurzającą postać Konstantinosa z tym jego „moja droga”, ale jest w tej powieści urok, coś, za czym tęsknimy, magia greckich wysp, przygody, skarbów ukrytych i odnalezionych, złych ludzi i niewinnych ofiar. Tylko tej chciwości mi brak. Czy Simona jest chciwa? Może chciwy jest jej kochanek, może Konstantinos, albo tajemniczy zleceniodawca? Chciwość jako pasja, namiętność w książce prawie nie występuje, ponieważ Guzowska nie koncentruje się na osobowościach a jedynie na akcji, która ma być dynamiczna i szalona, kosztem prawdopodobieństwa. A to w ludziach trzeba szukać uczuć i o ile na początku Simona jest wyrazista, ratując z opresji byłego kochanka, choć irytuje ją sama jego obecność, to potem zaczynają padać trupy, czasem kompletnie bez sensu. I cały czas nurtowało mnie pytanie: jeśli Simona miała odnaleźć diadem, przywieźć go Konstantinosowi, dostać za to dużo pieniędzy, to dlaczego nie mogła domyślić się, że ten zechce ją zabić? Zresztą po co ten Grek miałby tak mordować bez powodu?

Ale po co ja sobie zadaje te pytania? A już wiem: nie zadawałbym tylu pytań, gdyby książka mnie nie wciągnęła. Można napisać zgryźliwą recenzję książki, która w ogólnym rozrachunku się podobała. I niech już tak zostanie.

Książka dostępna za jedyne 26,18 tutaj

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.