Trzy porażki.

Zdawało mi się, że najnowszy Miłoszewski będzie „przyjemnością kwartału”; zapowiadany na wiosnę, ukazał się latem a zamiast Szackiego dostałem Wielką Czwórkę. Przeglądając recenzje, te profesjonalnie prasowe oraz blogowe, dziwiłem się przyjemnościom, które autorzy czerpali z książki, a jedyną jej przywarą, zdawała się być niechlujna korekta. W wywiadach Miłoszewski z pewnością siebie godną Hemingwaya pręży muskuły – jest młody, elokwentny oraz zawstydza Agatę  Passent, twierdząc, że najbardziej to on lubi seks. Bezcenny jest sprawnie napisany, bo autor potrafi układać zdania, budować napięcie, puentować i dowcipkować. A jednak wyszło z Bezcennego to wszystko co mnie tak denerwowało w Domofonie – poczucie powierzchowności, nienaturalności sytuacji, rozwlekłości i jakiejś wiejącej po kątach nudy. Miłoszewski chce być jak Dan Brown i na naszą prowincjonalną skalę nie ma konkurencji, tylko po co rozbudzał w nas smaki, które dla zachwycających się Bezcennym, są jak muzyka Możdżera dla widza polo.tv.

Varga wylał z siebie Houellebecqa, nie wiem czemu przyszło mi to na myśl, jest tam jakaś nuta wspólna, ta gorycz perwersyjna, niechęć do ludzkości, przekleństwo samotności. Słuchałem biegając a głos Arkadiusza Jakubika zniechęcał do interwałów. Słuchanie audiobooków ma w sobie jakiś ciężar negatywny, choć być może źle dobieram repertuar. Trociny są oparte na błędnym założeniu, że w człowieku może się nagromadzić taka porcja goryczy i rozczarowania, że zamienia się we wściekłego psa warczącego na wszystko dookoła – bohater Vargi to typowy Polak, właściwie powinno napisać się Polaczek, obciążony zarówno pochodzeniem jak i wychowaniem. Jedyną rzeczą, która go wyróżnia, jest pasja słuchania muzyki dawnej – tutaj jest koneserem nie pasującym do reszty. Zgorzkniały rozwodnik, rzygający na wszystko, bo i wszystko jest brudne, ohydne i z naszej bajki – nie ma innego świata, przez swą zaściankowość bohater widzi tylko w jednej tonacji. Napisanie Trocin nie jest psychoterapią, tylko jednostronnym spojrzeniem na rzeczywistość a Varga powinien w finale zabić bohatera. Morderstwo zbliża go do Houellebecqa właśnie, jakby ten czyn coś znaczył – nie znaczy nic, nawet nie jest czystym złem, jak u Gide’a. Jest prostacki jak życie bohatera.

Nie chce mi się pisać o Beigbederze, kupionym za 5 zł. Usadowienie narratora w walących się wieżowcach WTC, jest lekko naciągane, jakby autor chciał wyłowić jedną duszę i opisać jej wrażenia – ten krzyk ginących ludzi poprzeplatał wizytą w paryskiej wieży Montparnasse. Pozycja aroganckiego pisarza, którego książka „29,99” osiągała na aukcjach allegro jakieś niebotyczne kwoty, po kilkudziesięciu stronach irytuje – warta jest swojej ceny.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.