Maciej Bennewicz

         W tę niedzielę, zegary pokazują raz 18:20; a drugi znowu 19:20, Borussia Dortmund gromi FC Koln 6:1, a muzycznie króluje Lana Del Rey. Maciej Bennewicz pewnie jest dobry w tym co robi. Coach – to brzmi dumnie, a potem jeszcze dodajmy „założyciel, dyrektor programowy i wykładowca w Norman Bennett (czemu przez dwa t?) Academy”. I dalej walimy w obwolutę: European Mentoring & Coaching Council, miłośnik kotów i realizmu magicznego. Matko święta Panie Macieju…

        W EMPIK-u spotkać się z własna książką to jest coś, ale przecież nie z próżności powstała ta książka, pewnie jest próbą zmierzenia się z literaturą prawdziwą, bo napisać podręcznik coachingu to nie to samo co opisać losy. Najlepiej wychodzi nam opisywanie własnych historii, ale jakoś nie wierzę tutaj w wątki autobiograficzne, choć autor się zastrzega, że podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe, co może świadczyć o tym, że coś tam uszczknął z życia. Jestem obowiązkowy i książkę przeczytałem do końca, choć przyznam się, że od pewnego momentu nie wiedziałem już o co w niej tak naprawdę chodzi, oprócz tego, że bohater wplatany w poszukiwanie tytułowego don Hułana ostatecznie uświadamia sobie własne problemy.

       Nie zamierzam kopać autora, że napisał złą książkę – pewnie znajdzie swoich czytelników, a może zdecyduje się na kolejną książkę. W tym przypadku mamy problem debiutu, czyli: niedoskonałości warsztatu, dłużyzny, dygresje, wspomnienia, posklejane na siłę losy i tak naprawdę ślimaczącą się akcję. To miała być książka psychologiczna, a może lepiej żeby była … kryminałem? Bo warsztat można poprawić, pomysł wygrzebać a promocję zrobić na facebooku. A jeszcze lepiej wydać ją w sieci i tam sprzedawać. 

       Autor mógł zdobyć się na komfort napisania historii – widocznie miał dużo silnej woli, samozaparcia oraz przede wszystkim czasu. Spróbujcie napisać coś sami – ile czasu wam to zajmie? Ile razy zwątpicie w swój talent – no chyba że jesteście Markiem Hłasko. Na końcu czytam polecane książki autora: Coaching Tao, Prawda jest hipnozą, Coaching czyli przebudzenie neuronów. Coaching – modne dziś słowo, wciąż się o nie potykam, uczę się i praktykuję, być może to doskonały sposób na zarabianie pieniędzy, ale wciąż jestem wobec niego nieufny. I tak samo jest z tą książką, kiedy się „przebiega” przez strony w poszukiwaniu literatury a odnajduje jedynie zdania. I pewnie są wielcy coachowie, a bezdyskusyjnie są też wielcy pisarze.

Beigbeder 29,99

 

       W Polsce kosztowała 29,99, a we Francji ukazała się pod tytułem 99 franc, potem już 14,99 euro, a w Anglii 9,99 funtów. Z tego prostego zestawienia wynika, że tylko my nie przepłaciliśmy. Czyżby? Zamarzyłem sobie mieć tę książkę, nawet nie pamiętam już z jakiego powodu – pewnie ktoś mnie delikatnie naprowadził. Pamiętam jak leżała bezradnie w taniej księgarni i kosztowała jeszcze mniej.

       Kiedy jej zapragnąłem, pojawiła się na allegro i szybko licytowana osiągała cenę przekraczająca zdrowy rozsądek. Możecie ją kupić za 150 zł, choć mnie się udało za 36 zł. Nie jest warta więcej niż ma w tytule, nie doceniają jej nawet panie z wydawnictwa Noir Sur Blanc, które na moje pytanie czy nie warto by Biegbedera wznowić odpisały:
 „nie planujemy dodruku tej pozycji. To nie pierwszy nasz tytuł, który jest tak wysoko ceniony na aukcjach, ale to wcale nie oznacza zapotrzebowania na dodruk. wystarczy 100 osób zainteresowanych tytułem, żeby wywindować jego cenę. Żeby zrobić dodruk powinno ich 1500-2000 – a księgarzy czytelnicy o tę książkę nie pytają, nie ma więc na nią większego zapotrzebowania. Możemy się zastanowić nad produkcją e-booka.”
        
Okazuje się, że autor dosyć ciekawie układa sobie życie i z pewnością musi być osobowością kontrowersyjną dla typowego Francuza, bo już dla typowego Polaka byłby nie do zniesienia. Otóż:
- rzeczywiście pracował 10 lat w reklamie, stąd z łatwością opisał ten światek i go sponiewierał
- w czasie wyborów pracował dla kandydata komunistów choć jest bogatym przedstawicielem mieszczaństwa
- aresztowany za wciąganie kokainy z maski samochodu kiedy miał 42 lata
- był prezenterem telewizyjnym oraz pracował dla wydawnictwa Flammarion.

       29,99 czyta się łatwo i szybko. Powieść rozpędza się, ale w połowie rozłazi. Bohater zaczyna jęczeć i wkurzać a wszystko co robi jest tylko pozą, bo tak naprawdę nie wierzę mu wcale. Garść faktów na temat reklamy – ale wszyscy je doskonale znamy, trochę sloganów, kilka prawd, opisy mechanizmów, reklama jako czart, jej perfidia i władza. Powiedzmy, że autor to uporządkował i wybebeszył, ale my to wszystko wiemy.

      Ale.

      Nakręcono film na jej podstawie i można go w całości, w odcinkach obejrzeć na you tube. Wybrałem ostatnie 30 minut filmu i kompletnie nie odpowiadają treści książki – kolejna manipulacja, do tego z dwoma, alternatywnymi zakończeniami. Nie zdradzę różnić, kto zechce niech porówna. Na koniec przygody z Beigbederem (czy wszyscy interesujący Francuzi muszą mieć skomplikowane nazwiska jak Houellebecq?), powiedzmy, że wydał książkę Francuska powieść, za którą dostał najważniejszą, francuską nagrodę literacką, podobno jest bardzo proustowska, wydało ją to samo wydawnictwo co 29,99, ale nie chce mi się jej kupować – poczekam, aż zdrożeje na allegro.

Macie to?

 

 

         „Nurze z nią! Wypalić ją z pracy, jak jałową owcę! I mówi tak: Dwulać Taju? To ja na taj: Angsto chętnie: i dalej prosić, żeby nie pomyślała niczego na opak, ale myślę, że ma nierówno pod guzikiem. Zjadłem trochę torfu i żadna ze mnie proszę miszę missy. Oczywiście wiem, pet uszku, jesteś uczony i czuły w sobie i tak lubisz warzywa, ty długi chłodny kocie ty! Proszę quaskawie zawrzeć zmiękną znaquomość! Cud dorszyk, wężyk i cyklista.” 

        Pachnie niezwykle książka, waży się w ręku, się brązowieje! Urokliwie Joyce chichocze, śmichem-chichem, zawadiacko i wiosennie. Otworzyć byle gdzie i przeczytać kilka zdań. Śmiech wzbudza. Trzymać pod ręką minimum miesiąc – dobrze w pracy, w śniadaniowej przerwie zerknąć. Mieć. Mieć w widocznym miejscu, żeby widać było. I żeby sięgnąć było. Dobrze mieć. Nie przeczytać. Mieć.