Henning Mankell


„Niespokojny człowiek” to ostatni kryminał z komisarzem Wallanderem. Autor żegna się ze swoim bohaterem definitywnie, wpędzając go w chorobę Alzheimera. W książce mamy podsumowanie życia człowieka, do którego mocno się przyzwyczailiśmy, który towarzyszył nam od lat, regularnie odkrywając swoje życie, dla którego rozwiązywanie zagadek kryminalnych było jedynie pretekstem do pokazania, czym tak naprawdę jest nasze życie. Wallanderowi zazdrościć nie ma co (albo nie ma czego), właściwie to było życie pełne samotności, goryczy i niespełnionych marzeń. I ta ostatnia książka ma ten lekko denerwujący posmak podsumowania, więcej tu prywatnych odniesień do bohatera niż dosyć prostej intrygi szpiegowskiej z banalnym rozwiązaniem. Zresztą prawie każda historia w tym cyklu kończyła się desperacką przygodą komisarza, który narażając swoje życie, sam musiał stawić czoła przestępcom. 

Czytając Mankella ma się wciąż wrażenie jakiegoś pęknięcia przy jednoczesnym wciągnięciu się w życie osobiste bohatera, bo zawsze bardziej lubiłem śledzić jego zmagania się z losem, ojcem, byłą zoną, córką czy samotnością. To pęknięcie wynikało czasem z niedoskonałości scenariusza kryminalnego, ale nie ma się co teraz czepiać – to jest trochę mój syndrom autora, podobnie jak z książkami Marka Krajewskiego – wiem o słabościach, ale zawsze będę kupował jego książki, bo po prostu lubię ten styl.

Wydawca zafundował nam twarda okładkę, bez możliwości wyboru; powinieneś zapłacić prawie 50 zł, zamiast powiedzmy 40-stu za miękką. To jest takie samo oszustwo jakie stosuje wobec mnie od lat mój bank ING, podpierany fałszywym uśmiechem Kondrada – założyłem konto 15 lat temu i nazywało się ono Direct a w międzyczasie powchodziły konta z lwem, mające np. bezpłatne wypłaty z innych bankomatów. Oczywiście nikt mi nie zaproponował zmiany warunków, bo liczą się jedynie nowi klienci, więc ja muszę płacić za każdym razem 5 zł i bankowi to nie przeszkadza. Mnie już też nie, bo zmieniłem bank. I nie przeczytałbym dotąd tej książki, uparcie czekając na tańszą, gdybym nie dostał jej w prezencie. Czy to coś mówi o moim charakterze czy też o otaczającym nas świecie. Nie wiem.

Rok temu Mankell był na statku pokojowej flotylli na rzecz Strefy Gazy, która została zaatakowana przez izraelskich komandosów. W trakcie strzelaniny zabito kilkunastu Palestyńczyków, a jednocześnie później Mankell oskarżył Izrael o skonfiskowanie najnowszej powieści, którą pewnie odzyskał, ale liczył się przecież szum medialny. Patrząc na autora ma się wrażenie(zdjęcie na okładce), że jest radykalnym aktywistą, szalonym  ideowcem, w stylu ojca głównego bohatera. Przeczytałem tę książkę jakoś z rozpędem, lekko znużony w drugiej połówce, jakby kupione wcześniej w 3 tomach, szybko napisane wczesne  dzieje Wallandera, pokazywały znacznie radośniejszą twarz komisarza, przed którym wszystko jeszcze stało otworem, a później rozpadło się z biegiem czasu, w finale dopadając go nieuleczalną chorobą. Mam na półce wszystkie Wallandery, ale nie sądzę, żebym do nich wrócił – to jak z dawną miłością, lepiej nie szukać w niej pocieszenia w teraźniejszości, lepiej zostawić ją tam skąd przyszła.