A teraz z zupełnie innej beczki …

Przypadkowo (naprawdę) znalazłem się w tym plebiscycie i wiecie, jakoś mi głupio, że nikt dotąd na mnie nie zagłosował – kusi mnie, żeby samemu sobie wysłać smsa, ale jak to sie mówi, nie bedę robił wsi. W plebiscycie bierze udział tekst „Murakami”, żeby mnie uszczęśliwić, wystarczy wysłać smsa pod numer 7055 o treści dzob.164 Koszt smsa, to jakieś grosze i można głosować np 100 razy, a jak uzasadnicie dlaczego mnie kochacie, to nawet wycieczke mozna wygrać.
szczegóły

Ale czy ja mam jakichś milośników?

Jan Tomasz Gross

„Złote żniwa”( tu ją kupicie) wydawnictwo Znak jako „książki z dobrej strony”(cokolwiek to hasło znaczy), przy współpracy Ireny Grudzińskiej-Gross, „rzecz o tym, co się działo na obrzeżach zagłady Żydów„. Książka wydana jest tanio i zgrzebnie; kiedyś w stopce można było przeczytać nawet jakiej klasy papieru użyto do jej wyprodukowania – dziś sam, organoleptycznie dowiaduję się, że papier jest marny, szorstki i nieprzyjemny w dotyku, druk, może z racji szerokich marginesów, kojarzy mi się z wydawnictwami podziemnymi, a okładka jest mdła i też nawiązuje do samizdatów. Znak chyba wiedział, że będzie się musiał tłumaczyć z faktu wydania tej książki, zaopatrzył ją w przedmowę oraz komentarz na końcu i nawet „okładkowa recenzja” jest ostrożnie – usprawiedliwiająca się. Cena za miękką okładkę wynosi 29,9 zł, więc z pewnością nie było problemów z jej sprzedażą, choć gdyby kosztowała 39,9, też nakład byłby spory, bo w Polsce kupuje się literaturę tego typu, ale ja nie jestem dobrym na to przykładem. Czasem zastanawiam się dlaczego historia, która przecież ma tyle atutów, tyle argumentów za tym, żeby się nią bliżej zainteresować, nie chwyciła mnie za płaszcz i nie wciągnęła w swój wir. Zapewne chodzi o jakiś zapomniany szczegół, podświadomy fakt, coś jak obleśny pan od historii z sygnetem złotym na palcu. No ale zdecydowałem się mieć tę książkę może dlatego, że wreszcie chciałem sam przekonać się, dlaczego Gross jest kontrowersyjny i skąd te nieustające ujadania na jego antypolskość.

Pierwsze co mi zaimponowało w tej książce, to niezwykle jasny, logiczny i napisany sprawnym językiem literackim przekaz – fakty są dokumentowane, przykłady proste i bez niedomówień, wnioski nasuwają się same, nie trzeba nawet ich komentować. Wszystko zdaje się być proste, fakty niepodważalne, a do tego podparte przykładami z innych krajów, żeby pokazać … może naturę ludzką w takiej sytuacji? Ale jakiej sytuacji? I teraz należy sobie zadać pytanie zasadnicze: Czy Grossowie oskarżają?

Jako historycy z pewnością systematyzują i dokumentują – to im się udało wyśmienicie – ale też uświadamiają to, co wszyscy podświadomie czuli, że zagłada Żydów wiązała się z przejęciem ich dóbr. I teraz jak o tym napisać, jak to pokazać, jak podsumować. Otóż moim zdaniem nie można tego zrobić w sposób ogólny, a jedynie indywidualny, opisując każdy przypadek z osobna, każdą postawę należy rozłożyć na czynniki pierwsze i potraktować samodzielnie. Uogólnianie nic nie daje bo jest niesprawiedliwe, zarówno dla łajdaków jak i niewinnych. Grossowie obalają mity, jakoby za ukrywanie Żydów zawsze groziła kara śmierci, jakoby ci co ich ukrywali robili to bezinteresownie; piszą, że większość Polaków, ratujących Żydów nie chce się do tego przyznawać, bo to jakby naznaczało ich możliwością wzbogacenia się kosztem ukrywających się, że zwykła zawiść, chciwość i ten wyssany z mlekiem matki antysemityzm, to postawy w tamtych czasach naturalne.

Czytałem tę książkę w dniach beatyfikacji papieża, bo czyta się ją szybko, można powiedzieć, że jak się ją zacznie, to można bez problemów dociągnąć za jednym razem do samego końca, choć czasem trzeba się oderwać od tych szorstkich stron, żeby się zamyślić albo choć wyobrazić sobie daną historię opisaną – dla mnie zawsze będzie czymś niewyobrażonym fakt pozbawiania nie tyle życia, czy tez majątku, ale godności tych ludzi, skazywanie ich na kompletne odczłowieczenie, zrzucanie do dołów bezsilnej i okrutnej hańby i upokorzenia; więc czytając książkę i oglądając transmisje z Rzymu, zrozumiałem, że nie było po prostu żadnego autorytetu, który jasno i wyraźnie powiedziałby, co jest moralne a co nie, zajął jasne stanowisko i pokazał co czynić.

Książka przed wydaniem wywołała krótkotrwały jazgot, atakowano ją przed przeczytaniem, ale to akurat nic nowego u nas – dziwi mnie tylko, że po jej opublikowaniu, nie było jakiejś wielkiej narodowej dyskusji, że nie pocięto jej szablą i nie obryzgiwano się wzajemnie śliną. Może wszyscy podkulili ogony …?