Audiobooki.

„Kapuściński Non-Fiction” Artur Domosławski; „Idiota” – wiadomo kogo. Kiedyś, stojąc przy półkach z audio książkami, jak nazywają je nasi specjaliści-wydawcy, usłyszałem z ust takiego cwaniaczkowatego, głośnomówiącego, (głośnomówienie kwalifikujemy jako cechą prymitywną oraz irytującą): Nie mogę zrozumieć jak można książkę słuchać, zamiast po prostu ją przeczytać. Będąc sam, nie mogłem zrewanżować się ciętą ripostą w stylu: A może niektórzy biegając, potrzebują literatury w takiej właśnie formie, głąbie? Szczególnie podobała mi się perspektywa użycia słowa „głąbie”. Niestety nie było mi dane – nie zawieram znajomości „na ulicy”.

Audiobooki wypróbowałem już dawno, słuchając z przyjemnością „Lalki”, czy „Potopu” jeżdżąc samochodem, ale to nie jest coś, co by mnie wciągnęło, zdecydowanie lepiej w samochodzie sprawdza się muzyka, ale kiedy mam biegać przez godzinę lub dwie, słuchanie książek wydaje się dobrym pomysłem. Przez całą moją biegową jesień słuchałem Domosłowskiego i mam wrażenie, że powolne i coraz wcześniejsze zapadanie zmroku, bardzo dobrze określiło mój stosunek do tej książki, która w miarę słuchania, stawała się coraz bardziej wyrazista w swojej wymowie, pokazywała co autor chce udowodnić, nawet nie komentując i oceniając a jedynie przedstawiając fakty. Każdą rzecz można pokazać w przeróżny sposób i ten rodzaj wyboru, określa stosunek wybierającego do rzeczy czy problemu – Domosławski wyrobił sobie zdanie na temat Kapuścińskiego, a potem pokazał go tak, jak o nim myślał. Przyznam się, że czasem miałem dosyć tych wynurzeń, które oceniają postawy ludzi, bo nie będąc jednowymiarowymi, zyskujemy tak dużo, ale oceniani jednowymiarowo, wypadamy oślizgle i fałszywie. Radziwiłowicz czyta jak to on potrafi, głęboko i posępnie; zawsze przy wyborze audiobooka, kierujcie się lektorem, bo to mocno określa odbiór. Wydawcą jest Świat książki, natomiast zmartwiła mnie notatka odkryta po zakupie, że jest to wydanie skrócone – nie kupiłbym z pewnością produktu wybrakowanego, ale pocieszam się myślą, że być może chodzi o jakieś posłowia, albo przypisy. Ponad 17 godzin słuchania za cenę 29,90 zł. Format płyty Cd ze zdjęciem jak na okładce książki, czyli Kapuściński pijący kawę.

Za 19,9 natomiast jest Idiota, kontrowersyjnego autora. Zawsze będę oczami wyobraźni widział Żeromskiego naszego Stefana, jak wyrzuca w zboże Biesy albo Braci Karamazow. Jak się ma 15 lat to te książki robią wrażenie; powiem więcej – nawet jak się ma 20 lat to robią. Przyznam się, że słuchanie dziś tej prozy przychodziło mi ze wzrastającą irytacją, zwłaszcza, że czasem uwiązany byłem z księciem Myszkinem przez długie, męczące odcinki bieżni sztucznej albo co gorsza, towarzyszył mi w dzień wietrzny i mroźny, kiedy to spocony szukałem pociechy w słowie, a dostawałem garść bebechów nieludzkich wręcz lub też paranoicznych teorii autora. Dodawszy jeszcze fakt, jak bardzo Dostojewski nie znosił Polaków, jakie miał poglądy na chrześcijaństwo i słowiańszczyznę, to lubowanie się w tym bełkotliwym czarnoksiężniku zakrawa na czystą perwersję. Otóż wyleczyłem się z Dostojewskiego skutecznie, co nie umniejsza jego talentu w malowaniu postaci, scen i rozgrywek słownych. To z pewnością okrutny talent, ale nie moja bajka, już. Powieść czyta Jacek Rozenek, dobrze czyta. 26 godzin i 40 minut w dużym pudełku, niepotrzebnie takim dużym, do tego czerwonym.

Z pewnością skazany jestem na audiobooki, dopóki biegam. Wojtek Staszewski, którego czytam i który biega, pisał o najnowszym Głowackim słuchanym, że rewelacja – słucha tez Murakamiego z upodobaniem – no to mamy widocznie diametralnie różne gusty, na szczęście obaj lubimy biegać. Tylko że ja wolniej. Ciekawe czego słucha Jacek Federowicz jak biega.