Fabrizio Battistelli


„Konklawe”,
wydawnictwo Oficynka, ale widzę na grzbiecie jeszcze ABC i pomimo poszukiwań, nie znajduję uzasadnienia, dlaczego te trzy litery się tam znalazły – może to jakaś seria wydawnicza, bo np. polecana przez wydawców książka: „Mogliby w końcu kogoś zabić”, też ma to oznaczenie, ale już nie znana mi wcześniej książka Mariusza Czubaja, „Etnolog w Mieście Grzechu”, literek już nie ma, albo jeszcze nie ma. Czubaj zasłynął wspólna pracą z Krajewskim, ale nie o nim mam pisać.

Pani Jolanta na papierze firmowym z przyjemnością życzy mi interesującej lektury, choć wcześniej zidentyfikowała mnie jako kobietę, co nie było złym posunięciem, bo kobiety generalnie więcej czytają, podczas gdy mężczyźni zajęci są polowaniami. Tak więc dostałem książkę, co zawsze jest dla mnie wydarzeniem miłym i oczekiwanym, choć zmusza do poświęcenia się lekturze, po którą inaczej raczej bym nie sięgnął. A dlaczegóż to, dlaczegóż? Wielkość, czcionka i zawartość determinują użyteczność – to książka „dla zabicia czasu”, coś, po co sięga się w momentach, kiedy nie wiadomo co ze sobą zrobić. Jeśli jedziecie pociągiem i macie około 4 godzin w przedziale, towarzystwo lekko przysypia, pejzaże są standardowe a Wasza empe trójka właśnie się wyładowała, chwytacie wypełniacz. Jeszcze jedno zdziwienie dopada mnie w momencie oglądania obwoluty – książkę poleca Federico Fellini, a Copyright autora jest z 2010 – zawsze mi się wydawało, że prawa autorskie nabywa się w roku pierwszego wydania, bo przecież Fellini już umarł, chyba że coś przeoczyłem – no ale na tym to akurat ja się mało znam.

Okładki znakomicie zachęcają do lektury a cena jest porównywalna do kanapki wraz z kawą w dworcowym barze, więc potencjalny czytelnik może mieć do wyboru przyjemności (względne) podniebienia lub święty spokój, wynikający z zagłębienia się w niezwykłe losy kawalera Riziera i przeniesienia się do osiemnastowiecznych Włoch. Autor jest (był?) profesorem socjologii na Uniwersytecie Rzymskim, co zapewnia dokładność i pieczołowitość w oddaniu szczegółów, atmosfery i smaczków epoki, które nasz autor z pewnością doskonale poznał w rzymskich zaciszach bibliotek (tylko jak wyglądało jego życie towarzyskie i uczuciowe?). A więc przechodząc do sedna, to opowieść awanturnicza, z gatunku płaszcza i szpady, do tego dołóżmy młodość i urodę bohatera, odważne sceny erotyczne, znakomitą znajomość opisywanych miejsc, ale o tym już wspomniałem, oraz świadomość, że wszystko musi skończyć się dobrze, którą mamy od samego początku lektury. Przeczytałem książeczkę z doskoków, między Desperado Stańki a Himalajami Palina, nie była to katorżnicza praca, raczej dążenie do wywiązania się obietnicy. Książkę powinno oferować się w peronowych kioskach albo powinni ją roznosić konduktorzy w pociągach Intercity. A jeśli ktoś zapyta mnie o tzw. target, to odpowiem, ze nie wiem – jeśli lubicie filmy o muszkieterach, albo „Czarne chmury”, to proszę bardzo, lub jeśli Wasze dziecko unika książek jak ognia, wybierając kolejna odsłonę Call off Duty, to wciśnijcie mu książkę do ręki i niech czyta, tylko nie odpytujcie go z akcji, niech tylko posmakuje bo czytanie przyjdzie mu z zadziwiającą lekkością.