Stieg Larsson

Trylogia „Millennium”: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, Dziewczyna, która igrała z ogniem, Zamek z piasku, który runął. Kupcie od razu wszystkie trzy, będziecie mieć z głowy, a poza tym wyjdzie Wam taniej, bo jakieś 109 zł za całość. Wydawnictwo Czarna Owca zrobiło chyba interes życia, kupując prawa do tych książek. Grube tomiska pozwalają się wciągnąć w ten świat, zżyć z bohaterami i świadomość, że więcej tomów nie będzie,(jest podobno 200 stron czwartej części, ale traktujmy to jedynie jako ciekawostkę) pozostawia tyle goryczy nienasycenia, że po odłożeniu trzeciego tomu na pewno wiemy, że będziemy tu wracać.
 
Jestem dokładnie w połowie drugiego tomu – zawsze w powieściach debiutantów wyłapujemy potknięcia i tonem dobrych wujków pouczamy co należy zrobić, żeby kolejna książka nas zadowoliła w pełni – tutaj tych uwag jest tak mało, że lepiej je przemilczeć ( że co? Że za gruba? Że czasem się ciągnie? Że ja bym to skrócił?). Kto zna Wallandera odnajdzie się w tym świecie z łatwością – szwedzka powieść kryminalna zdobyła świat i powiedzcie mi dlaczego? Larsson jest lepszy od Wallandera – podczas gdy ten ostatni czasem gubił się w decydującym punkcie akcji, nie potrafił wydobyć z kulminacji zdarzenia błyskotliwości literackiej, to Stiegowi udaje się to świetnie. Po przeczytaniu pierwszego tomu poszedłem do kina na film nakręcony według książki – mam wrażenie, że można było sobie z tym poradzić lepiej – drobne zmiany w scenariuszu są wkurzające dla tych co czytali wcześniej książkę, do tego jakby podaje się na tacy fakty z kolejnych tomów, więc irytacja rośnie – z pewnością będą kolejne części filmu, ale może należy oddać adaptację Hollywood?

Salander – kobieta, wokół której kręci się trylogia ma wszystko to, co cechuje doskonałego bohatera literackiego: jest niezwykle inteligentna, do tego samotna (o czym marzy większość szaraczków, zmęczonych codziennością) dzięki pieniądzom jest niezależna i do tego ma pasje. Jedynym minusem jest być może średnia atrakcyjność fizyczna, ale czy to jest najważniejsze w życiu? Dla kobiet chyba trochę tak. Macie do wyboru miękkie lub twarde okładki – wybierzcie twarde, bo będziecie wracać i pożyczać, albo sobie obłóżcie w papier gazetowy, jak to się kiedyś robiło z książkami (kto dziś pamięta książki obłożone w taki brązowy papier, który miał tendencje do przetłuszczania się i wówczas te tomy Braci Karamazow wyglądały niezmiernie klasycznie i pociągająco?)
Parę komplementów dla wydawcy – okładki są na dobrym poziomie, różne kolory tomów pozwalają odróżnić kolejne części, nad nazwiskiem autora mamy klasyczny napis: powieść kryminalna, a napis Millennium łączy tomy w całość. Wkurza jedynie nachalność promocji – napis, że to najlepiej sprzedająca się powieść gdzieś tam, można było umieścić z tyłu. Larsson umarł bo palił papierosy – dostał ataku serca wchodząc na siódme piętro, bo winda się zepsuła – ciekawe jak się czuł wówczas człowiek konserwujący tę windę. Historię z milionami, które po nim zostały doczytacie sobie z magazynów ilustrowanych – moim zdaniem te książki, może to trochę górnolotne, ale niech tam, otóż te książki, są na miarę wielkich powieści XIX wiecznej literatury, którymi zaczytywaliśmy się (młodzież poniżej 40-tki zamyka teraz oczy ze znudzenia) w latach, kiedy telewizja raczkowała, a kino było od święta. Każdy czas ma swoja literaturę – śmiem twierdzić, że nadszedł czas kryminału, historii złych i dobrych ludzi, zbrodni i kary, wyrazistego bohatera i przebiegłych bandytów. I nawet Olga Tokarczuk napisała kryminał – pani Olgo, bardzo podoba mi się pierwsze zdanie ostatniej powieści, reszty nie przeczytam, bo to nie moja bajka. A więc kryminał, książka niby rozrywkowa, czytana dla zabicia czasu, ale przecież Kafki nie czytaliśmy po to, żeby się zmęczyć i zakatować, czytaliśmy go … dla rozrywki, innej niż kopanie piłki. We Wrocławiu mamy już nawet Festiwal Kryminału i to tez coś mówi – zapytajcie „dobrych” pisarzy co lubią czytać – na pewno większość odpowie, że kryminały. Literatura jest z pewnością rozrywką dla mas, traktowanie jej jako misji nie przynosi jej chluby – czytanie to radość – już dawno się tak nie cieszyłem, odkładając na bok Chamowo Białoszewskiego czy najnowszego Stasiuka. Powkładam do tych grubych tomów Larssona trochę biletów koncertowych i znajdę dobre miejsce na półce – tak dobrze wyglądają obok siebie.