Tomasz Łysiak

„Bliznobrody”. Nie lękajcie się o wy, których przyzwyczaiłem do lektur zgoła, czy tez snadnie, innych. Tfu, a jednak język potrafi wciągnąć i nie jest to bagno pospolite ale raczej nazwijmy je – swoiste. Dostałem z wydawnictwa Picaresque egzemplarz książki z prośbą o ewentualną notkę na blogu, a ponieważ podoba mi się ten pomysł, bo jakoś to mnie dowartościowuje, wskoczyłem w świat historycznego fantazy. Druga książka z cyklu „Kroniki szalbierskie” wraca do bohaterów debiutu autora i rozglądając się trochę po Internecie przeczytałem co i jak wydarzyło się wcześniej. Konwencja, w której gdzieś tam jest sukces Sapkowskiego, wciągnęła tłumy miłośników tej wtórnej rzeczywistości, wtórnej co nie znaczy gorszej, może raczej wynikającej ze specyficznego języka jak i opisywanych losów. Bo są to losy XIII wiecznego państwa polskiego a historycznie łatwiej jest wykreować coś oryginalnego sięgając tak daleko wstecz, kiedy nie było kryzysów gospodarczych oraz telewizji.

Syn Waldemara Łysiaka odnajduje się doskonale w różnych miejscach, bo i w radiu i w filmie a i przystojny jest też, więc pisząc drugą książkę ugruntował swój sukces, a ponieważ talentu mu nie brak, można spokojnie oczekiwać na kolejne tomy. Prawie 500 stron, wciągająca akcja, dynamiczne opisy i pełna przygód konwencja pisarska – bez umiejętności literackich nie da się tego wszystkiego zrobić, a młody Łysiak z pewnością potrafi, podobno coraz lepiej potrafi, doskonalić swój warsztat. Czy to jest nisza literacka, czy raczej moda?  Chciałbym, żeby to była jednak nisza, bo to co modne jak wiadomo przemija, a tutaj widzę dobra zabawę i jeśli sam nie czuję się wciągnięty zarówno w styl jak i temat, to przecież nie zabierajmy innym tego co nas nie porusza.

Miękka oprawa, ale cena to prawie 40 zł, więc drogo. Na okładce brodaty mężczyzna w żelaznym hełmie a dalej nawet swoiste motto z Petrarki, że wszystko przemija a wszyscy biegniemy do śmierci co akurat dziwne nie jest a i odkrywcze również nie. Potem jest już lepiej, krew leje się gęsto, bohaterowie są wyraziści a opisy plastyczne. Wychodzi mi tu laurka bo i przyczepić się nie ma do czego – ci wszyscy, którzy kochają taką literaturę będą zachwyceni a reszta, którą to nudzi, nie przekona się nigdy.
 
Więc co robić, czytać może a jeśli tak to po co, a jeśli nie to co czytać, skoro najnowsza powieść kryminalna Świetlickego nie potrafi jakoś dotrzeć do Wrocławia, nikt nie wie dlaczego, co się stało, gdzie to czytają i dlaczego nie chcą się podzielić. A książkę Łysiaka chętnie komuś sprezentuję, bo po co ma leżeć bezczynnie, zwłaszcza, że zimą kurzy mi się w mieszkaniu podwójnie, a sterta pozycji ostatnio zakupionych niecierpliwie wyciąga do mnie rączki. Więc „Bliznobrody” dla tego, kto mi powie jak nazywała się zamordowana w powieści „Trzynaście” panienka. Wystarczy nazwisko. Także wystarczy zostawić maila.