Vladimir Nabokov

„Maszeńka”- coś najlepszego co mogło się zdarzyć w literaturze i nie tylko. Nabokov napisał to opowiadanie mając 27 lat, na emigracji w Berlinie. Napisał ją po rosyjsku, publikował pod pseudonimem Sirin. Wróciłem w czerwcu do Maszeńki a właściwie to ona przyszła do mnie, albo lepiej po mnie. Czarna seria Współczesnej Prozy Światowej wydana przez PIW, kosztowała 36 tyś. złotych o czym świadczy pomarańczowa naklejka.  
Opowiadanie o bezużyteczności wspomnień. Uczucia są przecież ważne tu i teraz, a wspomnienia o nich tylko przytłumionym echem dawnych czasów.
Maszeńka była pierwszą miłością Ganina, którą zagubił, przetracił trochę na własne życzenie, trochę przez zawirowania dziejowe. Wegetując w Berlinie dowiaduje się, że ona przyjeżdża do nieciekawego męża, który mieszka w tym samym pensjonacie co Ganin. Wracają wspomnienia i cos trzeba z tym zrobić. Tych kilka dni do przyjazdu Maszeńki, to czas przełomowy dla bohatera usiłującego się odnaleźć w życiu. Zabrać ją i zacząć nowe życie – takie to proste; ale czy warto? Czy istnieje jeszcze tamta Maszeńka, czy to co się wypaliło nie lepiej zostawić w spokoju? Ganin w ostatniej chwili rezygnuje – to co się zdarzyło już nie istnieje, uczucie umarło, pozostały wspomnienia. Można się zastanowić czy Ganin zrobił dobrze, ale to już jest jego problem – literacko on musiał odejść, żeby uzasadnić nabokovską teorię wyższości nostalgii nad rzeczywistością. Błaha historyjka, taki motyl uczuciowy, jednodniowy owad przesycony rosyjską duszą – to opowiadanie ma wszystko co najlepsze, wszystko co lubię w tym pisarstwie: głębokie pokłady uczuć, żyjące i czujące przedmioty, bohatera na zakręcie.
Zabrałem książkę na koncert The Police, rzuciłem na siedzenie obok, brakowało mi jeszcze kilku stron do końca, być może chciałem je doczytać już na miejscu czekając… Dziwny ten czerwiec, kiedy wróciło The Police i wróciła Maszeńka. Taki rosyjski sentymentalizm, zdarzający się w życiu może kilka razy, na który należy zwracać szczególna uwagę, dmuchać na to i pielęgnować i nie zostawiać samemu sobie. I nie myśleć o tym co będzie – dochodzi się do pewnego punktu po którym już nie będzie Maszeńki, ale przecież ona jest teraz. Zostawiłem ją w samochodzie przez chwilę zwątpienia, ale przecież była tam ze mną. Przecież zawsze będzie, nawet jeśli miałby to być jedynie ten czerwiec. Uczucia są teraźniejszością a wspomnienia czymś jedynie metafizycznym, dlatego nie warto żyć dla wspomnień, warto żyć dla Maszeńki.