Henning Mankell

„O krok” , 15 zł miało kosztować ale przeceniony egzemplarz znalazłem w Taniej Książce, więc zapłaciłem jedynie 5 zł. Książka firmowana również przez WAB, ale w specjalnej serii na lato z kryminałem 2007 przy pomocy Polityki została wydana w dodatkowym dodruku, z okładką, na której kobieca ręka, bezsprzecznie martwa, spoczywa na leśnej ściółce pełnej liści. Niewątpliwie bardzo dobry kryminał, o niebo lepszy niż poprzedni, zakupiony przeze mnie i opisany także tutaj. A dlaczegóż  to dlaczegóż? A więc tonem rasowego krytyka ze stołecznej gazety mogę napisać, że doskonale skonstruowana akcja, w której nie brakuje żmudnej roboty policyjnej oraz zwrotów akcji, napięcia i obyczajowego tła wraz z  wątkiem osobistym, bo bohater komisarz jest na zakręcie zdrowotnym. To się czyta z zainteresowaniem, to trzyma w napięciu, a lekkie niedoskonałości nie irytują – bo przecież mogli wcześniej namierzyć mordercę gdyby pokazali zdjęcie podejrzanego, pocztowcom, co nasuwało się jakby samo przez się. Lekko podejrzane są także, te wszystkie przeczucia komisarza, że to co wcześniej usłyszał w jakiejś rozmowie, daje mu wskazówki, ale on sobie tego przypomnieć nie może (takich podpowiedzi intuicyjnych w książce jest kilka, ale już przy drugiej staje się to ogranym chwytem) Czytając książkę przez dłuższy czas i śledząc jak to mówią losy, tak się  przejąłem losami Wallandera, że miałem sen, w którym na jakiejś szwedzkiej wysepce ścigałem podstępnego zabójcę. Akcja dzieje się w Istad i co jakiś czas mamy też wątki polskie, tutaj pod postacią pijanego rodaka, który nie udzielił pomocy komisarzowi, co wydaje mi się podejrzanym uproszczeniem, bo przecież każdy Polak, nawet nawalony, będzie ścigał przestępcę do utraty tchu, a jeśli nie będzie miał na to sił, to nigdy nie ucieknie z miejsca zdarzenia. Tak sobie to napisałem, może ktoś zechce polemizować. Ja tego Wallandera polubiłem, co nie znaczy że zacznę kupować jego kolejne kryminały, ale jak już, to dobrze byłoby zachować jakąś konsekwencję czasową, bo akcja kolejnych książek odpowiada czasowi rzeczywistemu, i o ile w pierwszym kryminale, jego ojciec żył jeszcze to w tym już nie, a nawet giną współpracownicy komisarza, o czym przekonają się ci, co przeczytają ten tom (jak przeczytałem to zdanie to się zachwyciłem). W telewizji obejrzałem kawałek filmu zrobionego na podstawie jednego z kryminałów Mankella, ale zabrakło mi klimatu powieści – to był film, w którym psychopatyczny morderca porwał córkę komisarza. Filmy na podstawie książek to jeszcze nic – ostatnio książki czytane wypierane zostają przez książki słuchane – nie dotarłem jeszcze do etapu słuchania książek poza samochodem, ale kto wie, może i do tego  dojdę. Na pierwszy ogień poszła „Lalka” czytana przez samego Wokulskiego – Kamasa, potem słuchałem ‘Mistrza i Małgorzatę” a obecnie Englert czyta mi „Psy wojny”. Po co ja to w ogóle piszę – otóż wydaje mi się, że to będzie postępować w tempie geometrycznym i już wkrótce większość ludzi zamiast czytać, będzie słuchać i ja nie powiem że to jest gorzej, bo ja powiem –  więcej, napiszę, że to jest lepiej nawet – to stanie się snobistycznym sposobem na pokazanie, że jest się z grupy wyjątkowej, tak jak kiedyś pognieciony egzemplarz „Zbrodni i kary” wyłaniał z tłumu przeciętnych dziewcząt, tę jedyną, którą warto było zapytać: „Co czytasz?”.