Krajewski/ Czubaj

Aleja samobójców” ;Mroczna seria wydawnictwa WAM (czy ja czytam ostatnio tylko WAB?). Łaziłem za ta książką natrętnie i namolnie, odwiedzałem księgarnie, nękałem EMPiK, snułem się niecierpliwie i nawet przeczuwałem coś, że jak tak bardzo chcę to okaże się, że książka będzie do dupy. Wszyscy książkę bezlitośnie rozjechali i dobrze zrobili. Nie warto więc powtarzać tych samych zarzutów i udowadniać, że jednak to chłam jest, niedorobiona, płaska i bękarcia książka. Krajewski na swym blogu podaje do wiadomości informacje, że mimo wszystko powstaje ciąg dalszy przygód Patra (Patera) i tutaj warto się zastanowić, czy powstanie lepsza czy gorsza powieść od tej nieszczęsnej „Alei”. Jak czytałem pierwszego „Mocka” to również widziałem te nutki grafomanii, te poślizgi stylu i braki w warsztacie, ale prześwitywało przez to duże, kolorowe, smaczne widzenie literatury jako rozrywki, co powodowało, że wrażenie końcowe było bardzo pozytywne. Dlaczego teraz jest tak źle, tak smętnie, tak byle jak? Jest mdło. Zdecydowanie czytałem kolejne rozdziały z takim mdłym uczuciem, jakbym się przed chwilą porzygał i czuł ten stalowy smak w ustach. Wciąż miałem uczucie, że tracę czas, że te zdania, strony, rozdziały napisane zostały byle jak, bez namiętności, dla forsy? Dla sławy? Nie mam nic przeciwko pisaniu powieści w dwójkę, ani nawet w czwórkę, ale takie eksperymenty nie muszą kończyć się tak dotkliwą porażką. Krajewski nie dorósł jeszcze do bycia pisarzem, pomimo wydawania coraz lepszych Mocków, musi jeszcze wyzwolić się od megalomanii, na którą cierpi – może półroczne stypendium w Szwajcarii mu pomoże, choć może się okazać, że tylko zaszkodzi. Ładny niebieski kolor okładki z wózkiem inwalidzkim zanurzonym w wodzie i ten żółty księżyc odbijający się w wodzie – pretensjonalność okładki można wybaczyć zawsze, pretensjonalność książki – czasami. Powkładałem do niej trochę biletów z fajnych koncertów, choć powinienem chyba wsadzić tam jakieś zasuszone kwiatki. 34,90 – książka powinna kosztować 29,90, no ale jak jest popyt to i zarobić można więcej. Taka ta książka nowa, czytanie nie zaszkodziło jej wcale, nic nie pozaginałem, nic nie poplamiłem nie zachlapałem, nie ma plam po keczupie, kartki pachną, okładka sztywna – to wszystko wskazuje, że przeszedłem obok niej spokojnie i obojętnie. I na pewno do niej nie wrócę i dzieciom odradzę – szkoda czasu.