Ezra Pound

„Poezje wybrane” wydane przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą, z notką: Klub Poetycki ZSMP, ZMW, Redakcji „Nowej Wsi”. Tak więc ludowi socjaliści, w sierpniu 1989 roku wydali poezję faszyzującego Amerykanina – prowokacja? Tanie to było, bo kosztowało w stopce 140 zł, choć nabyłem chyba gdzieś w taniej księgarni, bo nowa cena w nowych pieniądzach napisana ołówkiem brzmi 5 000 zł. Zielona okładka z głową antycznego Greka. Ezra Pound przez 13 lat powojennych przebywał w zakładzie psychiatrycznym, chyba z racji swych poglądów. Przekonanie do faszyzmu odbiło się także na jego poezji, choć w moim tomiku brakuje „Pieśni” i tych kompletnie niezrozumiałych strof, pełnych chaosu, gdzie poeta pisze swoją historiozofię na ponad ośmiuset stronach, walczy z lichwą i władzą finansjery. Spuśćmy więc na to zasłonę pełną milczenia i zajrzyjmy w głąb tomiku.
Proszę bardzo:

Wiosna …………………………………..
Za długo …………………………………
Gongulo …………………………………

Może ktoś wie kim jest Gongulo?
Haiku było dla Pounda doświadczeniem psychicznym i tutaj wszedł w bardzo delikatną materię z polotem mistrzów. Wiadomo, że haiku to iluminacja, a do tego potrzeba czegoś w stylu filozofii zen. A więc ulotny nastrój chwili, smak czegoś subiektywnego co tak trudno zrozumieć np. słynnym braciom rządzącym. Bo jeśli ktoś jest w stanie czytać haiku, a być może nawet je pisać, to zrozumie całą złożoność człowieczeństwa w jednej chwili. W związku z haiku poeta zainteresował się Dalekim Wschodem i wydał Cathay, z którego nasi ludowcy cytują sporo wierszy. Co ciekawe te wiersze są jakby przekładami z chińskiego, którego Pound nie znał – skomplikowane to jest dosyć, więc się więcej nad tym nie rozwodzę, co nie znaczy, że napisałem o tym tylko po to, żeby się pochwalić; otóż nie, napisałem, bo tego typu biografie fascynują mnie od zawsze. A przecież, jak niektórzy zauważyli, to albo piszę za dużo o wyglądzie książki, albo powierzchownie staram się ją recenzować – niestety dla mnie, nie chcę robić ani jednego ani drugiego. Zetknięcie z książką to dla mnie zetknięcie z egzemplarzem i taki był pomysł na to moje pisanie – jakoś się to z czasem rozjechało, bo nie każda moja książka ma swoją historię, choć mogłaby mieć, gdybym się postarał bardziej, a ponieważ jestem leniwym łapaczem życia i wolę aby to raczej życie łapało mnie samo, niestety zbyt często za gardło, więc piszę o książce jak najbardziej subiektywnie mogę a ludzie pokroju Pounda dostarczają pożywki dla takich wariacji okołoksiążkowych.
Z tomiku Cathay proszę popatrzeć na ten oto fragment:

A ty cholerny roju komarów,
Czy umiesz choćby określić wiek żółwia?

I z tym pytaniem zostawiam Was naprędce.