Elias Canetti

„Pochodnia w uchu”, z bardzo czerwoną okładką i niską, podwójną ceną, nalepioną na obwolutę: 5000, czyli 0, 50 gr. Aż żal było nie kupić, prawdopodobnie w księgarni Składnicy Harcerskiej. Czytelnikowska seria z Nike, stąd skrzydlata i bezgłowa bogini na okładce. Książka wydana w roku 1980, jako wydanie I, w nakładzie 30 tys. egzemplarzy jest autobiografią pisarza, obejmującą lata 1921 – 1931.
Nie mam kompletnie żadnego emocjonalnego stosunku do tej książki i wyrwałem ją z objęć pawlacza, kompletując półkę z Noblistami. Canetti to taki pisarz, którego życie i twórczość związana jest z jakąś mistyczną rzeczywistością Austro – Węgierskiej Europy. Od dawna marzy mi się wejście w ten świat, gdzie jeszcze kilku autorów napisało niezwykłe książki, trudne w czytaniu ale oryginalne w nastroju. Chyba musiałbym zmienić tryb życia, żeby posmakować tych klimatów. Dziadek Canttiego znał 17 języków, ale w rodzinnym domu pisarza mówiło się „tylko” w czterech. Z pochodzenia był Żydem sefardyjskim, czyli dla nieuków podpowiem, że byli to uchodźcy z Hiszpanii.
Nagrodę dostał w 1981 roku i był raczej błyskotliwym eseistą niż autorem powieści. Napisano o nim że już sam fakt istnienia takiego pisarza, przynosi zaszczyt dla literatury.
Tak piszę o tym co wiem i co wyszukałem o tym autorze, bo sama książka nie porusza we mnie żadnych strun emocjonalnych. Jest ładnie czerwona, dobrze zachowana, pachnie przyjemnie kurzem i nadaję się do czytania w skupieniu. Postaram się ją polubić. A najlepiej jak ją przeczytam.

2 Komentarze

  1. Auto da fe poruszyło mnie bardzo w młodych latach, teraz nie wiem, może by wrócić? Ale tu chciałam tylko dodać, że mam taką znajomą-bibliotekarkę, co chciała go na półkę z Włochami dać, no bo takie nazwisko.

  2. fajny blog, ale teza do co eseisty trafiona srednio.

    canetti slawe zyskal dzieki auto da fe, a odnowil dzieki trylogii autobiograficznej, ktorej pochodznia w uchu jest pierwsza czescia.

    pisal dobre eseje, dobre miniatury i obserwacje, ale esiestyka w najciezszym wydaniu jego piora: masa i wladza (traktowal te 700 stron jako swoje opus magnum) przeszla zupelnie bez echa.

    to ciekawy pisarz. nienawistnik, ale fascynujacy, bo doglebnie konsekwentny.

    pozdrawiam. sympatyk literatury austro-wegier i literatury w ogole (nomen omen na tapecie mam wlasnie dunaj magrisa)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.