Artur Schopenhauer

„Aforyzmy o mądrości życia” wydana przez Czytelnik w 1990 roku, jako już trzecie wydanie w dosyć przyzwoitym nakładzie 10 tys. egzemplarzy. Różowa, miękka okładka w cienką, czerwoną kratkę, lekko pożółkły brzeg i grzbiet. Gdzie kupiłem – nie pamiętam – to czas polowań na książki. W środku kupon firmy fonograficznej „Garaż” z dawnej Łady na ulicy Oławskiej, gdzie można było zamówić przegranie wybranej płyty kompaktowej na kasetę. Na moim kuponie jest Pixies pod numerem 352 i Tuxedomoon pod numerem 115. Data odbioru to śr/30 i nawet jest Dolby B. Lepsza przegrywalnia była w Ratuszu, gdzie do tego taką płytę można było wypożyczyć. Dosyć odjazdowa płyta Tuxedomoon, zawierała jakby historię demona ukrytego w skrzynce, który zresztą dość demonicznie się zaśmiewał.
Mój kolega, rzeźnik, którego kiedyś spotkałem w Ładzie, jak odbierał kasety, pomstował na faceta, który zwracał mu uwagę, że na 60-tkę nie zmieściła się cała płyta i trzeba coś z tym zrobić – a co go to kurwa obchodzi, nie zmieściła się, no trudno, on ma przegrywać a nie filozofować. Kolega był dosyć oryginalny, bo np. trenował mięśnie nóg, nie trzymając się niczego w tramwajach, tak, że czasem leciał przez cały tramwaj, który im bardziej pusty, tym lepszy do treningów. Teraz podobno zarzyna zwierzęta w Austrii.

Aforyzmów się raczej nie czyta jak powieść, a w tym przypadku nie są to luźno rzucone cytaty, lecz raczej komentarze autora – Schopenhauer pisał je pod koniec życia i dużo mówią o autorze, jego poglądach i namiętnościach.
Znalazłem właśnie moje podkreślenia dotyczące słowa filister: oznacza ono właśnie człowieka, którego siły intelektualne nie przekraczają ani na jotę normy i który wobec tego nie ma żadnych potrzeb duchowych. Jest on mianowicie, i będzie zawsze barbarzyńcą, czego Wam na koniec nie życzę.

Kronika filmu

Kronika Filmu, Wydawnictwo Kronika, 1995, wydana w stulecie kinematografii, kupiłem w księgarni na Nowowiejskiej, wracając któregoś dnia z pracy, była nabytkiem drogim, ale upragnionym i pamiętam, że spotkałem w tej księgarni E.O. co nie ma tutaj żadnego znaczenia, a jednak udało mi się to zapamiętać. Kronika kończy się na roku 1993 i jest jedynym wydawnictwem tego typu w moich książkach, choć jeszcze długo miałem ochotę na kronikę sportu. Gruby tom, bardzo ładnie wydany, zawiera: wycięte z gazety „Film” plakaty do „Pulp Fiction” i „Frankensteina”, niesamowitą reprodukcję obrazu Richarda Dadda „Mistrzowskie uderzenie” – obraz w stylu Boscha; reprodukcję obrazu Salwadora Dali pt. „Impressions D’Afrique”.
Ta księga jest trochę tendencyjna, ale choć nie ma tam wielu polskich filmów, można ją przeglądać, dla samej, niezwykłej historii kina. Przy filmografii Woody Allena, dopisywałem skrzętnie ołówkiem jego nowe filmy i zaznaczałem te, które obejrzałem, i te które miałem już na wideo. Czasami szukam informacji o jakimś filmie, czasami nic nie odnajduję. Kino przestało być jakoś czymś ważnym, ze względu chyba na mierność tego wszystkiego co trafia do kin i upadku małych sal kinowych – sam chodzę tylko do wielkich sal kinowych, gdzie obraz i dźwięk są niespotykane wcześniej.
Ile ta książka mogła kosztować – wtedy chyba jeszcze około miliona złotych. Dziś 100 złotych.
Ostatnio oglądam dosyć często szeroki grzbiet tej książki, gdzie na górze jest Myszka Miki, potem Marlin Monroe, a na samym dole kadr z filmu „Harry Angel” – co nie znaczy chyba, że jest to porządek według wartości tych filmów. A może jednak…

Lew Tołstoj

Anna Karenina, wydanie już 16-te, przez PIW, w roku 1984, w nakładzie 150 000 egz. (to jest jednak niesamowite, ale takie nakłady u żyjącego pisarza, to horrendalne pieniądze), zapłaciłem tyle ile jest napisane w stopce, czyli 350 zł za dwa tomy; na okładkach portret tej samej kobiety, tylko że na tomie drugim ma jakby oczy przesłonięte czarną chmurą i kwiaty na sukni zamalowane; czyli projektant okładki coś miał na myśli, a ja dopiero teraz zwróciłem na to uwagę; zresztą warto zdradzić sekret tego bloga, którego piszę właśnie dlatego, żeby dokładniej poznać moje książki i znaleźć w nich to wszystko, co dotąd ukryte było, ale nie w ich treści, a raczej fizyczności.
Książkę przełożyła Iłłakowiczówna.
Egzemplarze dosyć pożółkłe i zakurzone; lichy papier, bo książka raczej dla mas; kupiłem nie wiem gdzie, ale te lata to czas intensywnych polowań na książki, czego mi czasami bardzo brakuje; tych wypraw, polowań eskapad po księgarniach, stałej trasy marszruty i uczucia ekscytacji, co też uda się wyszukać.
Czy każdy wie, że książka ma motto:

Mnie pomsta, ja oddam; mówi Pan

Już pisałem, że rosyjska literatura jest najlepsza na świecie, choć jakby nie na te czasy te książki trzeba czytać dużymi partiami, po kilka godzin na raz, wchodząc w świat powieściowy jak najpełniej aż do poczucia znużenia, żeby nazajutrz znów odnaleźć smak historii. Postacie czekają cierpliwie, czas stanął w miejscu, wystarczy tylko zwolnić pauzę i posunąć się znowu o kilkadziesiąt stron.
Jakoś nigdy nie lubiłem Kareniny, ta kobieta źle to wszystko rozegrała, choć właściwie nie miała szans; a i Wroński jej nie chciał pomóc. Rodzaj śmierci doskonale wymyślony przez Tołstoja podkreślił tylko pewną obrzydliwość tej historii.
Filmy na podstawie powieści, oprócz rosyjskiego, nie były udane; zresztą literaturę rosyjską potrafią nakręcić dobrze tylko Rosjanie (patrz Wojna i pokój).

W powieści Kundery pies nazywa się Karenin – a dlaczego?

Jalu Kurek

Pisma wybrane. „Księga Tatr”, „Księga Tatr wtóra”, „Woda wyżej” – trzy tomy Wydawnictwa Literackiego, z serii gdzie ukazały się jeszcze: Janosik, Młodości śpiewaj, Grypa szaleje w Naprawie i Poezje. Księgi Tatr wydano w 1982 roku, choć ich napisanie dzieli ponad 20 lat. Charakterystyczna obwoluta, nakład 70 tysięcy egz., przyjemnie zakurzone książki, kompletnie nie pamiętam gdzie kupione, zawsze dla mnie mityczne, choć jakby nie do końca przeczytane, raczej studiowane.
Jalu Kurek to kolejny zapomniany pisarz, dobry rzemieślnik, dobry poeta – cóż z tego, dzisiaj nie interesuje nikogo, co poświadczy zerowa ilość komentarzy pod tą notką…
Czytałem namiętnie historię Zakopanego i wybierałem fragmenty dotyczące Witkacego, który w latach 80-tych rządził mym umysłem; ciekawe postacie, ciekawe historie, bieda i Tatry – w tych książkach jest klimat i styl dawnej opowieści.
Te książki zawsze stały u mnie na najlepszych półkach, pamiętam chwile, kiedy je czytałem. Okładki lekko pożółkłe, postrzępione brzegi – papier nie najlepszej jakości i po 20 – stu latach jest żółty i szorstki, prawie ostry. Cena na książkach 330zł za Księgi w 1982, ale już 450 zł za cieniutką „Wodę wyżej”, wydaną w 1988 roku i już tylko w 7 tys nakładu – akcja tej książki dzieje się przed wojną, choć Jalu napisał ją w 1978 roku.
Historia Sabały i słynnych górali bardzo często napisana jest w gwarze:

„Beli chłopcy, beli, ale się mineni
i my się miniemy po malućki kfili”

I tym optymistycznym akcentem…