Ernst Pawel

„Franz Kafka” Koszmar rozumu; wydawnictwo Twój Styl, Warszawa 2003; Pamięci Ottli Kafki i Mileny Jasenskiej, duża książka, gruba i z twardą okładką, w kolorach beżowych, różowych i czarnych jak portret Kafki na stronie tytułowej.
Szukałem tej książki parę dni, dosyć nierówno trafiała do księgarń, kupiłem w EMPiK-u razem z Kleksem, który też olbrzymi, i tak z tymi dwoma cegłami chodziłem po mieście.
Fotografie – wszystkie pamiętane z dawnych czasów, ci koledzy Franza, jego siostry i on sam w garstce zdjęć, ocalałych i podrzucanych w każdym wydaniu, czy to dzienników, czy listów.
Muszę to powiedzieć – doskonale napisana książka – wstrząsający portret człowieka, który nikim innym być nie mógł i nie miał szans wydostać się z zaklętego koła swojego losu. Historia Żydów – dokładne losy bohaterów, doprowadzone do najczęściej tragicznej śmierci w czasie wojny. Ten awans społeczny Hermana – wszystko na marne…

W Kafce łatwo odnaleźć własne lęki, lubić go i podziwiać ten zimny, niemiecki styl – pod warstwą literatury, znajdujemy człowieka, którego chcielibyśmy kochać.

550 stron losów, także historia, tak zwane tło, erudycja autora, przerażające ostatnie tygodnie życia, iluminacja tej prozy, ocalonej przez Broda, poświęcenie Dory Diament, oryginalność Mileny Jasenskiej, obojętność Felice Bauer.Książka ma lekko zabrudzone grzbiety – woziłem ją w torbie i smakowałem powoli, ale narkotycznie. Nie chcę jej jeszcze chować i zamykać obok innych książek – niech Franz jeszcze chwilę popatrzy na nasz los swoim spokojnym, lekko kpiącym wzrokiem.

J. Krejca, A. Jakabova

„Rośliny skalne”PWRiL 1982, obwoluta błyszcząca i kolorowa z rysunkiem skalnego ogrodu, cena wydrukowana 250zł.
W środku dosyć proste, matowe rysunki roślin spotykanych w górach i ogródkach skalnych. Co ciekawe książka była drukowana w Bratysławie i to w nakładzie 50 tys. egz. a oddano ją do składania w grudniu, chyba jeszcze przed 13-tym.
Kupiłem ją prawdopodobnie w księgarni rolniczej na Wita Stwosza, w okresie jej rozkwitu – teraz jest to miejsce podtrzymywane przy życiu nie wiem na jakich zasadach, bo chyba nie ekonomicznych. Najciekawsze w naszym mieście jest to, że zamyka się dwie charakterystyczne księgarnie w rynku, które były bezpośrednio obok siebie z przeznaczeniem z pewnością na lokale z piwem – i to nie jest najgorsze – smutne jest to, że nie znalazła się osoba, która chciałaby z tego zrobić coś podobnego do warszawskiego czułego barabarzyńcy, lub lokalu z jakimś charakterem. Zresztą może się mylę i powstanie tam coś rewelacyjnego.
Książka o skalnych roślinach kupiona została na fali zainteresowań wszystkim co wiązało się z roślinami, ich uprawą i urodą, a także koniecznością nabycia umiejętności rozpoznawania flory tatrzańskiej, którą to umiejętność doskonale opanowałem. Teraz pamiętam jedynie dębiki ośmiopłatkowe i potrafię odróżnić szarotkę od gencjany.
Kiedyś te dwie rośliny pomyliły mi się w drodze na Zawrat i widząc niebieską goryczkę Kluzjusza zakrzyknąłem: ” szarotka, tam, szarotka!!”. Ludzie patrzą, wypatrują, gdzie ta szarotka, którą przecież dosyć ciężko znaleźć w naszych Tatrach, a kiedy zobaczyli moją pomyłkę, z pogardą powędrowali dalej.

Książka ta to wspomnienie czasów, kiedy pewne dziewczyny kształtowały mój gust i zainteresowania, ale i ja biorąc coś od nich, starałem się jeszcze bardziej być troszku w nich.