Niccolo Machiavelli

„Historie florenckie” PWN 1990, obwoluta z widokiem Florencji Z XV wieku, nakład 20 tys. egz.
Florencja to najpiękniejsze miasto świata – o osobliwym uroku i niezwykłych zabytkach. To najlepsze chwile włoskiej podrózy z przed lat i leniwe spacery po wąskich uliczkach.
Książkę się bardzo ciężko czyta, to polityczne dzieje miasta raczej dla historyków,niż dzisiejszego pospólstwa.
Pachnie ta książka kurzem, bo nie otwierana od lat, ale to dobry zapach, przesiąknięty zapowiedzią dobrej lektury.
Na końcu książki ilustracje, zwłaszcza portrety Sforzów, w tych charakterystycznych nakryciach głowy – patrząc na te twarze widać, że ci ludzie nie mieli skrupułów – zresztą podobnie jak współcześni politycy.
Tylko że ci ciągle sie usmiechają i chodzą do solarium, a tamci byli okrutni, mroczni i mieli brzydkie kobiety.

David Carter

„Motyle” seria Kolekcjoner, Wiedza i Życie 1993; obwoluta identyczna z twardą okładką – a na niej… zgadnijcie co?
To już 10 lat mam tę książkę – aż mi się wierzyć nie chce, kupiłem w księgarni na Nowowiejskiej, jak jeszcze tamtędy chodziłem do pracy;
ulica Nowowiejska kiedyś tak dobrze znana, od samego poczatku miała jakiś swój urok i lubiłem nią wracać w nocy, w czasach, kiedy jedyną przykrością było spotkanie z milicją, a i to raczej była przygoda niż niebezpieczeństwo. Ulubione zabijanie czasu w drodze do domu, to zamykanie oczu i liczenie kroków, które przeszedłem nic nie widząc – ciągle biłem swój rekord, na szerokim chodniku obok szkoły.
Książka jest jak nowa, ma białe kartki i piękne zdjęcia. Motylami zaraził mnie oczywiście wielki Rosjanin, ktory ostatnie lata spędził w luksusowym hotelu w Mountreux, przechadzając się dostojnie z siatką na owady – wcześniej je badał i nawet odkrył jakieś anatomiczne szczegóły w budowie motyla. No ale to nie jest Jego książka ani jego partia szachów.

Himantopterus Doherttyi mała ćma, posiadająca niespotykany kształt tylnych skrzydeł, które są długie, trójkątne i przypominają raczej odnóża. Ćma ta lata bardzo wolno, a zaniepokojona czymś podczas odpoczynku spada na ziemię, udając nieżywą. Gąsiennice żyją w gniazdach termitów.

I wiele gatunków, na które trzeba patrzeć, przeglądając powoli tę książkę.
Ale kto dzisiaj ma na to czas?

Yann Martel

„Życie Pi” Znak Kraków 2003; I wydanie, cena 29 zł, miękka okładka, na której biała łódka na niebieskim tle oceanu pełnego ryb, rekinów, żółwi; na łódce skulony czarny chłopiec i pomarańczowy tygrys.

Pi.jpg

Nagroda Bookera 2002- zauważyłem, że wszystkie książki polecane przez wydawców, zdobyły jakieś nagrody. Ta podobno bardzo dobrze się sprzedaje – wszędzie.
Nierówna książka. Widać jak autor nie potrafił dosięgnąć do tematu, który już go korcił, ale przecież trzeba było jakoś zacząć – i ten początek jest słabo dopasowany, zwłaszcza że koniec, który powinien umiejętnie zamknąć głębszą myśl przygody Pi, również rozczarowuje.

A więc zostaje czysta historia bohatera na łódce ze zwierzętami – i jest to fascynujące. Dobrze napisane, czysty naturalizm, brak fałszywej nuty, może z wyjątkiem dziwnego spotkania z drugim rozbitkiem i incydentu z wyspą, pożerającą ludzi.

Nowa książka. Nie ma jeszcze swojego miejsca – teraz będzie przechodzić z rąk do rąk, aż w końcu spocznie gdzieś na półce.
Nie wrócę już do niej. Może warto ją komuś podarować?

Vladimir Nabokov

„Feralna trzynastka” – opowiadania w przekładzie Engelkinga i Siemaszkiewicz, wydana przez Wydawnictwo ATEXT w 1995, w serii z okiem, zapłaciłem jak podaje cena pisana ołówkiem 88.000 lub 8,80 zł; patrząc na cenę zastanawiam się czy było tak tanio, bo inflacja, czy też tyle się wtedy płaciło za książkę.
13 opowiadań mistrza, którego sam odkryłem i chciałem strzec tajemnicy jego wielkości, ale jakoś się przebił i szereg wydań jego książek można już znaleźć nawet w taniej księgarni.
Na stronie piątej plamy po kawie – sięgają aż do zawiązania się akcji.
Nostalgiczna, rosyjska proza tego amerykańskiego pisarza, niesłusznie podziwianego za „Lolitę”, bo napisał tyle rzeczy lepszych, że nieprzyzwoitością jest mu ciągle wypominać skandal, który tylko ułatwił mu życie. Ta proza, z łatwością nadająca cechy ożywione przedmiotom, cieniom i mglistym marzeniom, nieraz i dwa wprawiała mnie w ten dziwny, rosyjski nastrój, rodem z okrutnych powieści Dostojewskiego lub łagodnych opowiadań Czechowa. To jedna linia zachwytu, którą nie przecinają żadne autostrady nachalnych dokonań światowego komunizmu.
Żywe przedmioty, ludzie wracający wciąż do wspomnień dzieciństwa, dawne miłości…

„Ulica, wyprowadzając w bok jedną z linii tramwajowych, zaczynała się od rogu rojnej alei, długo ciągnęła się w ciemnościach, bez okien wystawowych, bez żadnych uciech i jak gdyby zdecydowawszy się rozpocząć nowe życie, zmieniała nazwę, a minąwszy okrągły skwer, który tramwaj objeżdżał z karcącym zgrzytem, dalej bardzo się ożywiała: po prawej pojawiała się owocarnia z piramidami jasno oświetlonych pomarańcz, trafika z figurą Murzynka w zawoju, wędliniarnia pełna tłustych, brązowych boa dusicieli, apteka, sklep z farbami i nagle – sklep z motylami.”
Te motyle – to dzięki temu grubemu facetowi, kupiłem parę albumów z kolorowymi obrazkami, na których fantazyjne skrzydła, przypominały wszystko, tylko nie realny świat.

Na okładce, zgadnijcie co? Motyl ze skrzydłami, które wypełnia czerwona twarz, a gdzieś tam w dolnym rogu wyłania się domek z czerwoną dachówką. Nostagia…

Mika Waltari

„Egipcjanin Sinuhe”, Czytelnik 1978; wydanie IV, w nakładzie 60 tys. egz.;
żółta okładka z rysunkiem Anubisa, boga zmarłych, z głową szakala, strzegącego mumii przed złymi mocami. W czasie mumifikacji kapłan ubrany był w jego maskę.
Gruba książka o cudownych żółtych ze starości kartkach pachnących kurzem.
Nie potrafię powiedzieć ile razy ją czytałem, ile razy wracałem – fascynacja Egiptem przyszła już po przeczytaniu książki, a ten pierwszy raz był jeszcze w liceum.
Egzemplarz kupiony zupełnie niedawno, kiedy to likwidowano bliską mi bibliotekę; za marne grosze zrealizowałem marzenie, dotąd odkładane na lepsze czasy, bo nowe wydania z racji grubości książki, są dosyć drogie.
Książka biblioteczna ma swoisty charakter, czuje się te setki rąk, które ją dotykały, komuś coś się wylało, ktoś miał brudne ręce. Lubię nowe, pachnące książki, ładne wydania, niezwykłe okładki – często książka fascynuje przez swój wygląd i chcę ją mieć bo ładnie wygląda. W tym przypadku historia życia egzemplarza nadała jej urok, jakieś wspomnienia dawnych czasów gdy czytało się inaczej, poświęcając temu większość wolnego czasu.
Wiem, że to literatura popularna, ale to takie książki powinno się czytać dla rozbudzenia radości sięgania po książkę w ogóle. Jak masz 14 lat i jeszcze tego nie czytałeś, to najwyższa pora.