George Orwell

„Wiwat aspidistra” zółta okładka, posklejana książka, która parę lat temu rozsypała się prawie na pojedyncze kartki, mozolnie sklejona klejem introligatorskim, który kiedyś był dla mnie czymś upragnionym – wspaniałym lekiem na chore książki, towarem, którego szukałem nieustannie, białym, lepiącym się cudem. Książkę należy jeszcze raz skleić.
Wydawnictwo Literackie 1985, kupiona w księgarni na Wieczorka w czasach deficytowych.
Gordon ma 29 lat i walczy z napierającą na niego pospolitością, której synonimem jest tytułowa aspidistra – roślina potrafiąca rosnąć w każdych warunkach, praktycznie bez światła i podlewania, roślina z gatunku niezniszczalnych. Symbol upadku bohatera, który przegrywa walkę i wchodzi w system, którego nienawidzi.
Pamiętam, że ciekawy byłem jak wygląda taka roślina, niezbyt popularna w naszym kraju i znalazłem ją w domu mojego kolegi, ładnie utrzymaną, stojącą na lodówce w kuchni. Ten dom ucieleśniał wszystkie cechy znienawidzone przez Gordona i kiedy odnalazłem tę aspidistrę u kolegi, zrozumiałem, dlaczego tak nie lubię atmosfery panującej w tym domu.
Bardzo dobrze napisana książka, trochę współczułem bohaterowi, ale właściwie nie miał już wyjścia – musiał zostać uszczęśliwiony. To były inne czasy i dzisiaj Gordon spokojnie mógłby bronić swojej indywidualności i nie umrzeć z głodu.
Na początku motto książki: List św. Pawła o miłości, gdzie zastąpiono ją słowem pieniądz:

Pieniądz jest cierpliwy, jest łaskawy, pieniądz nie zazdrości …” itd.
Cena 350 zł, to było I wydanie i później widziałem kolejne wydania innych wydawnictw.
Orwell był dziwnym facetem, podobno donosił na komunistów, w czasie zimnej wojny.

Jean Paul Sartre

„Intymność” PEON-V MAGART 1992; Laureaci Nagrody Nobla, kolorowa okładka, raczej więcej czerwieni i czerni, twarda oprawa, kupiona w taniej książce, chyba za 10 zł.
Trzy opowiadania: tytułowe, „Pokój” i „Mur”.
Kiedy przeczytałem tę cienką książeczkę zapragnąłem więcej Sartra literackiego, ale spróbujcie coś kupić, albo wypożyczyć z biblioteki.

„Lulu spała nago, bo lubiła ocierać się o prześcieradła, a także dlatego, że pranie dużo kosztuje.”

Bardzo kobieca literatura, przesycona zmysłową fizycznością. Lulu chce zostawić niekochanego męża, ale w ostatniej chwili rezygnuje. Trywialne streszczenie.
Bardzo lubię tę serię i szkoda, że tak mało książek wydało wydawnictwo, które chyba nie prztrwało zbyt długo na rynku.
Doskonale zachowana książka, ładnie wygląda na półce.
Sartre jeszcze tylko w dziennikach wojennych drukowanych w Literaturze dawno temu i autobiograficznej książeczce, o której kiedy indziej. A przecież dobry był literacko.

Leopold Tyrmand

„Dziennik 1954″; ResPublika 1989, wydanie I, nakład 135 tys. egz.!!!; cena 2000 zł;
Czarna okładka z białymi literami, miękka, na odwrocie zdjęcie autora za biurkiem.
50 lat temu, praktycznie zaraz po wojnie, Tyrmand pisał dziennik; przez trzy miesiące notował fakty ze swojego życia. Utkwiły mi w pamięci sceny deprawacji 16-letniej Bogny ( kto to mówił, że kiedyś tak wcześnie nie zaczynano)przez już 34-letniego Lolka, rozmowy z Kisielem, polemiki z Kałużyńskim - aż się wierzyć nie chce, patrząc na dzisiejszego Zygmunta K., że przetrwał wszystkie burze i napory i wciąż go widać.
Książka mi się podobała i warto byłoby ją ponownie przeczytać. Być może w wersji nieocenzurowanej, doskonale wydanej parę lat temu, ze zdjęciami i monetą z tamtych czasów.
Mój egzemplarz ma tylko lekko pożółkłe kartki, ale trzyma sie nieźle.
Tyrmand raczej kariery nie zrobił, szkoda, że wyjechał – została po nim sława znawcy jazzu i czerwone skarpetki.

Marcel Proust

„W poszukiwaniu straconego czasu”

… wobec dzieł sztuki okazują więcej egzaltacji niż prawdziwi artyści, gdyż egzaltacja ta, nie ma u nich nic wspólnego z ciężkim trudem pogłębiania, znajduje upust na zewnątrz, zagrzewa ich rozmowy, rozpala rumieńcem twarz; wydaje im się, że tworzą wrzeszcząc na całe gardło: „Brawo”, kiedy ktoś wykona któreś z ich ulubionych dzieł. Lecz te demonstracje nie skłaniają ich do wyjaśnienia natury zamiłowań, którym hołdują, nie znają jej. A jednak zamiłowania te, choć zamienione w nieużytki, napływają w toku ich najspokojniejszych rozmów, zmuszając do patetycznych gestów, grymasów, potrząsań głową, ilekroć mówią o sztuce.
Miłośnicy ci bezpłodni i pełni dobrych chęci, winni nas wzruszać jak pierwsze aeroplany niezdolne oderwać się od ziemi, w których tkwiło już pragnienie lotu, lecz nie tkwił jeszcze sekret, który dopiero należało odkryć.

Pani Verdurin spytała:
- Czy pan kosztował mojej aranżady?
Wówczas pan Charlus z wdzięcznym uśmiechem, krystalicznym głosem, z tysiącem minek i krygowań się odparł:
- Nie, wolałem jej sąsiadkę, truskawkową, jak sądzę, to rozkoszne.
Osobliwe jest, że pewna grupa tajemnych aktów uzewnętrznia się w sposobie wysławiania lub gestykulacji, w których się zdradza. Jeżeli ktoś wierzy lub nie wierzy w Niepokalane Poczęcie, w niewinność Dreyfusa lub w wielość światów, i chce zamilczeć o tym, nie znajdzie się w jego głosie ani chodzie nic, co by zdradzało jego myśl. Ale słysząc pana de Charlus jak mówi dyszkantem, z tym uśmiechem i z tym gestem: „Nie, wolałem jej sąsiadkę , truskawkową”, można sobie powiedzieć: „ O ten leci na mężczyzn” z tą samą pewnością, jaka każe sędziemu skazać zbrodniarza, mimo iż się nie przyznał.

Portret Prousta oprawiony w ramki stoi na półce z książkami.

Aparat fotograficzny marki Zenith odmówił posłuszeństwa przy grobie Prousta – obok jakaś kobieta patrzyła na mnie dziwnie, kiedy tak szukałem jakiejś metafizyki w tym spotkaniu. Pospolitość miejsca zepsuła mechanizm aparatu.

Syn mój uczył się liczyć na cyfrach umieszczonych na grzbietach kolejnych tomów.

Bezgranicznie …

Jan Twardowski

” który stwarzasz jagody” Wydawnictwo Literackie 1990; obwoluta ze zdjęciem pastwiska, fioletowy tytuł; III wydanie; wybór wierszy kultowego poety zwłaszcza młodych kobiet. Przegląd wierszy od roku 1959.
Oczywiście jest coś w tej poezji i można ją bardzo lubić, zwłaszcza jak się wie kim jest autor i o Kim pisze.
Nie jest to moja bajka, ale doceniam.
Wolę okrutne wiersze ks. Baki.
Dlaczego ja to kupiłem?
Już wyzwoliłem się spod wpływów M-J, i jej natchnionych koleżanek, ale widocznie jeszcze wierzyłem, że powinienem znać tę poezję.

O, właśnie za mocno otworzyłem i na stronie 220 mam teraz rozklejone kartki.
Może to znak.

Wit Jaworski

„Poezja filozofów”Wydawnictwo Literackie 1984; wydanie I; nakład 3000 egz. zielona okładka z czarną kulą, miękka oprawa, cena 200zł;
Mam bardzo osobisty stosunek do tej książki, bo w niezwykłych latach 80-tych lubiłem do niej zaglądać, przerzucać, wozić ze sobą. Wiersze filozofów od Talesa po Karola Wojtyłłę.
Wit Jaworski był redaktorem naczelnym świetnego „Pisma Literacko-Artystycznego”, które namiętnie kupowałem, trochę czytałem, bo dawało mi poczucie zajmowania się sztuką i filozofią, wprowadzało w dziwne klimaty tekstów, które nie do końca rozumiałem.
„Pismo” kojarzy mi się z nocami na dworcu w Opolu, kiedy to czekałem tam po kilka godzin na autobus do miejsca mojej praktyki półrocznej i czytałem w te letnie noce, w poczekalni dworcowej, przy szklance herbaty, dziwne artykuły o pierwiastkach dionizyjskich i apollińskich w sztuce.
Wiersze miłosne Karola Marksa nie są dobre, ale na ogół to dobra poezja.
Czy ktoś rozpozna ten wiersz?

Otom jest zwyciężony,
Ginę zgubą wszelkiego żywego stworzenia
A jednak wiem, że to mój, niczym więcej los.
Otom jest zwyciężony, odbiega mnie ziemia,
A kruchy kształt pamięci topi się jak wosk.

Wszystkie stukoty kołysek, matek śpiewy, gdy dzieci kołyszą,
Wszystkie dyszenia kochanków z oczami nadbiegłymi krwią,
Wszystkie śniegi pomarańczowych górskich świtów
Mam jeszcze w sobie. Jeszcze chwilę – są.
Zanim upadnę w otchłań czarnego zenitu.

Oto zwycięża ludzkość, zacięta i płodna,
Która nie pragnąc tajemnicy mnoży się i trwa.
Ja, wbrew woli, chciałem sięgnąć do dna,
Chociaż ona ma słuszność – bo tak tylko
Dosięga się dna.

Polak, bardziej atrysta niż filozof …

Żółte kartki tej książki wskazują, że staje się białym krukiem, bez szans na kolejne wydania.
I dobrze.

Jean Genet

„Ceremonie żałobne”; jeszcze pachnie papier, błyszcząca okładka w fiolecie z czarną kokardą i spinką;
twarda oprawa
zdjęcie Geneta – złodzej i bandyta, patrzy lekko przestraszony w koszuli flanelowej, nieogolony.
Żył 76 lat.
Wzruszała mnie zawsze ta jego szczerość bandycka – a może to tylko poza, choć pisał naturalnie i chyba prawdę.
Homoseksualista.
Talenty rozchodzą się równomiernie.

Chodziłem wokół tej książki parę miesięcy; była bardzo tania nawet jak na Składnicę Harcerską - kiedyś jeszcze trzeba się tam było wspinać na piętro, teraz tak żadko tam kupuję – są miejsca na mieście, gdzie jest taniej.
Wydawnictwo Marabut, Gdańsk 1995.

John Irwing

„Świat według Garpa” Czytelnik 1990r; II wydanie, 100 tys.nakładu, cena napisana długopisem: 21 000 zł; różowa okładka z namalowaną dziecięcą ręką twarzą; ten róż mocno przybrudzony, ale książka trzyma się dobrze. Kiedyś przebój czytelniczy, pamiętam jak czytałem kilka godzin bez przerwy – to jedna z dwóch książek, od których nie potrafiłem się oderwać ( zgadnij kotku jaka druga?); największą przyjemnością w czytaniu książek jest to uczucie zniecierpliwienia, kiedy będę mógł wreszcie wrócić do historii opisywanej w książce.
Garpa wszyscy znają – ja miałem szczęście najpierw czytać, potem oglądać, choć film jest bardzo dobry.
Gorzej z Irwingiem, który chyba pisze za dużo – ma dużą łatwość układania historii, ale czasem potrafi przynudzić.

Nie sądzę, żebym kiedyś wrócił do tej książki, tak dobrze znanej, ale polecam wszystkim, którzy szukają czytadła na wakacje

Antoni Czechow

„Opowiadania” Czytelnik 1984, oczywiście 100tys. nakładu, cena 90zł, okładka – jakaś wyblakła zieleń, a na niej okulary na nos, czarne.
Najlepsza literatura świata – rosyjska …
Dużo opowiadań, do czytania w upalny dzień, najlepiej w kwitnącym sadzie – nie wiem skąd mi się to wzięło, że właśnie tam. Życie opisane w tych opowiadaniach jest tak prawdziwe, że aż boli. Do tego śmieszne jest też.
Czy już napisałem, że nie wiem jak i gdzie tę ksiażkę kupiłem?
Czytaliście?
Macie zamiar?
Macie coś lepszego?

Nie przeczytałem wszystkich opowiadań, ale jak to bywa w życiu, zostawiam sobie co lepsze kąski na potem – tylko to potem nigdy nie nadchodzi.

Mikołaj Gogol

„Opowiadania”; Czytelnik 1984; żółta okładka, w słowie Gogol jedno o ma w środku dziurkę od klucza, a drugie to guzik ( jasne,że dopiero teraz to spostrzegłem); cena 80 zł, tani papier, miekka okładka, no i 100 tys. nakładu.
Oczywiście „Szynel” i „Nos” ale nie „Martwe dusze” - zawsze chciałem wiedzieć o co chodziło w tych martwych duszach.
To najlepsza literatura świata – literatura rosyjska. Czyta się dobrze i działa na duszę.
Kompletnie nie pamietam gdzie książkę kupiłem.