John Fordham

„Jazz na CD”Przewodnik; Wydawnictwo Znak Kraków 1997;tak długo przymierzałem się do kupna tej książki, a przecież jest mi niezbędnie potrzebna; kupiona w taniej książce za 10 zł; z tej samej serii „Rock na CD”, ale tej nie mam. Bardzo dobre komentarze autora, widać, że facet zna się na rzeczy; w tekście zaznaczam na zielono płyty, które mam lub które mam mieć. I co my tu mamy: Ellingtona nazwano Duke ze względu na zamiłowania do eleganckich strojów; Ella Fitzgerald przez 18 lat z rzędu była najlepszą wokalistką „Down Beatu”; Buddy Rich wystąpił jako 18 miesięczne niemowlę w wodewilu;Lionela Hamptona gry na werblu uczyła zakonnica;Billy Holliday została zgwałcona w wieku 10 lat i będąc na łożu śmierci została oskarżona o posiadanie narkotyków.
Najwięcej zielonych zakreśleń oczywiście przy Milesie Davisie i napisana u góry strony niebieskim długopisem uwaga: Miles Ahead - najlepszy Davis wg. Kydryńskiego z Gilem Evansem” - z czym do końca bym się nie zgodził.
I próbka opisu autora:” … arsenał przyprawiających o gęsią skórkę efektów brzmieniowych: jodłowań, pohukiwań i szorstkich, gwałtownie ucinanych podjazdów w górę” to o świetnym saksofoniście Gordonie Dexterze, którego widziałem w najlepszym filmie z jazzem w temacie: „Round Midnight”
Nie ma Polaków ale tak naprawdę to nigdzie ich nie ma i nie oszukujmy się, że w światowym jazzie coś znaczymy.
Ładnie wydana książka z kolorową okładką, lubię ją przerzucać i zaznaczać ulubione fragmenty – to chyba jedyna książka, po której piszę.
Wciąż do dostania w taniej księgarni i kiedyś nawet kosztowała 5 zł.

Tadeusz Miciński

„Utwory dramatyczne” tom 2 zaierający „W mrokach złotego pałacu czyli Bazilissa Teofanu” Tragedia z dziejów Bizancjum X wieku kultowy dramat zapomnianego trochę mistrza, wydany w 1979 roku, kupiony w moim okresie witkacowskich fascynacji, za 480 zł, w nieistniejącym już antykwariacie na Kuźniczej, gdzie ustawiały się kolejki po książki dostępne dziś w każdym supermarkecie; cena okładkowa to 100 zł; nakład 5000 egz.; wydane przez Wydawnictwo Literackie 4-ro tomowe dramaty ukazały się dziwnie, bo najpierw pojawił się tom 2, a pierwszy wyszedł dopiero gdzieś pod koniec lat 90-tych i kosztował jakieś 50 zł, co mnie odstraszyło.
Twarda oprawa w obwolucie z dziwnymi, rysowanymi tuszem głowami, z których wydostają się jakieś promienie(?)
Miciński był idolem młodości Witkacego - umieszczał go często w swoich dramatach, w Bungu nazywa się Mag Childeryk; fascynował go świat wschodu i Bazilissa jest taką ogromnie plastyczną sztuką dziejącą się dokładnie 11 listopada 959 roku w Konstantynopolu.
Do czytania dla pasjonatów, choć całkiem niedawno we wrocławskim Teatrze Współczesnym odbyła się premiera jednej ze sztuk Micińskiego ( nikt nie chciał ze mną na to iść!!!)
Mam bardzo emocjonalny stosunek do tych książek, przypominają dawne fascynacje i jest tam ogromny ładunek światów dziwacznych, historii krwawych i dramatów pojedynczych ludzi.

Andrzej Wilczkowski

„Miejsce przy stoleWydawnictwo Łódzkie 1982; wydanie pierwsze, cena 100 zł;
Jedna z moich ulubionych pozycji biblioteczki górskiej, napisana gawędziarskim tonem przez jednego z animatorów taternictwa po wojnie, opisuje wydarzenia, anegdoty z życia zakopiańskich wspinaczy. Kupiłem ją i szybko przeczytałem. Przez ostatnie lata wydawało mi się, że ją komuś pożyczyłem i przepadła, ale odnaleziona ostatnio, czeka w kolejce do ponownego czytania. Wyciągnąłem ją dzisiaj z okazji znalezienia w GG, numeru mojego kiedyś najlepszego kolegi z wypraw górskich; była to przyjaźń krótka i intensywna, chodziliśmy do tego samego ogólniaka, ale do innych klas, poznaliśmy się bliżej po maturze i wspólnie pojechaliśmy pierwszy raz w Tatry – od razu na Orlą Perć. A jeszcze nie wiedzieliśmy czym to się je, bo np. nasz inny kolega, świadomie nie dopchał się do autobusu do Kuźnic, w którym my już byliśmy, a zrobił to z obawy o swoje zdrowie. Ja zresztą też miałem obawy ale okazało się, że nie taki diabeł straszny.
Zdjęcia w książce czarno-białe; twarze tych wszystkich pasjonatów, żyjących jakby w innej epoce, gdzie obowiązywały inne wartości. Okładka zupełnie nie pasuje do książki – jakieś skały w księżycowym pejzażu, także latające góry i gwiazdy.

Diogenes Laertios

„Żywoty i poglądy słynnych filozofów”, PIW 1984, wydanie III; 50 tys. egz. nakładu, cena 260 zł; prawie 700 stron napisanych przez bliżej nieznanego Greka w III wieku n.e.; pierwsze wydanie ukazało się w 1533 roku.
Kupowałem kiedyś tę charakterystycznie wydawawaną serię filozoficzną namiętnie, bo pachniała mi wówczas niezwykłymi światami myśli i jakąś aurą wyjątkowości – snobowanie się na miłośnika filozofii bardzo mi odpowiadało.
Pożółkła trochę książka w lekko brązowe plamki towarzyszyła mi często w samotne weekendy, gdy nie wiedziałem co ze sobą zrobić – wypisywałem co lepsze fragmenty i zakreślałem strony ołówkiem.

Tales mędrzec, o którym tu mowa, umarł w czasie oglądania zawodów lekkoatletycznych, wskutek spiekoty, pragnienia i słabości w podeszłym już wieku.

Po co mu był ten sport?

Sentencje zakreślane są dziś tak dla mnie oczywiste, ale wtedy…

Wybierz raczej stratę niż haniebny zysk, tamta bowiem raz cię zaboli, ten zaś boleć będzie zawsze.

Powiedział niejaki Chilon Lakończyk.
Zresztą też umarł na zawodach, uściskawszy syna po walce na pięści, z radości i upału. Jak widać sport szkodzi.

Nie zgłębiłem całej książki, zatrzymałem się gdzieś przy Platonie, ale nie czyta się tych biografii jednym ciągiem lecz raczej zagląda przypadkiem, od czasu do czasu.

Przypomina mi te dziwne czasy lat osiemdziesiątych, gdy wszystko było jakieś mętne i niejasne, ale czasu na poszukiwania nigdy nie brakowało, raczej było go w nadmiarze i lekko znudzony sięgałem po kolejną książkę w nadziei na dobrą historię.

Marek Hłasko

„Palcie ryż każdego dnia” PIW 1983r, wydanie pierwsze, cena 100zł,nakład 30 tys. egz. obwoluta czarna z białymi literami i samolocikiem z żółtymi skrzydłami; dobrze zachowany egzemplarz, choć kartki lichego papieru pożółkły i mają niekiedy jakieś żółte plamy; pamiętam sztukę we wrocławskim Teatrze Współczesnym( siedziało się na scenie, obok krążyli aktorzy i stał samolot), w latach 80-tych, kiedy Hłasko był obok Stachury bardzo modny, bo akurat zaczęto go wydawać.
Zawsze trochę raził mnie ten jego męski punkt widzenia i fatum ciążące nad bohaterami, ale generalnie Marek pisał dobrze i szkoda, że nie został scenarzystą w Hollywood, bo mógły pisać dla Tarantino.
Na pewno książkę przeczytałem, ale czy jeszcze do niej wrócę?